Różności

Dlaczego zrezygnowałam z newslettera?

16/01/2016
listy

Wszystkie poradniki na temat Jak prowadzić bloga? mówią, że podstawowym elementem poważnego blogowania jest wysyłanie newslettera. W ostatniej edycji mojego mailingu do Was wspomniałam o tym, że była to ostatnia wysyłka. Dlaczego zrezygnowałam z newslettera i dlaczego nie zawsze jest to nieodzowny element blogowania?

Postanowiłam założyć listę mailingową na początku zeszłego roku zachęcona wspomnianymi poradnikami. Przekonują one, że zgromadzenie adresów mailowych czytelników jest świetną okazją podobno nie tylko do bezpośredniego kontaktu, ale też wskazówką dla potencjalnych reklamodawców. W takim newsletterze przecież możemy oferować różne produkty i usługi dając wrażenie wyjątkowości. Pomijając ten drugi fakt, bezpośredni kontakt z czytelnikami do mnie przemówił i po zebraniu pierwszych chętnych (a było ich dość sporo jak na tamten moment) wysłałam pierwszego grupowego maila. Newsletter starałam się traktować poważnie zwracając się prosto do odbiorcy tworząc poufały tekst i kierując go poprzez linki do ostatnio opublikowanych postów. Z czasem wysyłki były coraz rzadsze, bo miałam coraz mniej czasu, maile były więc gorszej jakości i pisane trochę po łebkach. Nie pomagały częste problemy z obsługą samego mailingu serwowane przez dostawcę usługi (tak, powiem to – nie polecam Freshmaila).  Konstruowanie szablonu może nie jest wielką sztuką, ale formatowanie tekstu, dodawanie odpowiednich plików graficznych, a do tego odrzucanie kampanii z niezrozumiałych powodów to niektóre z powodów, które wywołały u mnie niechęć do całego przedsięwzięcia. Nie mówiąc nawet o tym, że mimo pozytywnego przejścia testów antyspamowych Freshmaila połowa wiadomości do Was lądowała w spamie, na co często zwracaliście mi uwagę. Tworzenie newslettera kosztowało mnie tyle wysiłku i czasu, że ostatecznie przestałam go wysyłać. Było mi głupio, bo tak Was namawiałam do zapisu, a potem tak to zostawiłam. Przepraszam! Wiedziałam jednak, że to zrozumiecie, ale nie chciałam tak tego zostawić. Wraz z frustracją, jaką wywołała u mnie wysyłka ostatniej kampanii, postanowiłam usunąć bazę adresów czytelników bloga i skasować konto na Freshmailu.

Nie zamykam się całkiem na wysyłkę newslettera w przyszłości, ale na tym etapie byłam zmuszona z niego zrezygnować. Musiałam wybrać między dobrym blogiem a dobrym newsletterem, łatwo zgadnąć, że to jednak blog jest priorytetem. Nie mówię, że mailing to zła rzecz, wprost przeciwnie. Nie widzę jednak zbyt wielu punktów, które miałyby mnie obecnie przekonać do wysyłania newslettera, oprócz faktu bezpośredniego kontaktu z czytelnikiem i generowania ruchu na blogu. Jednak w dzisiejszych czasach, kiedy jest tyle możliwości kontaktu, subskrybowania kanału RSS czy narzędzi do dzielenia się treścią, nie widzę głębszego sensu mnożenia bytów. Sama jestem zapisana do kilku list ulubionych blogerów i szczerze mówiąc albo czytam je pobieżnie, albo nie znajduję tam nic nowego – bo posty czytam na bieżąco. Nie jest powiedziane, że wszyscy tak robią, ale pewnie część czytelników tak.

Jeśli więc jesteś blogerem i zamierzasz rozpocząć swoją przygodę z wysyłką newslettera przemyśl kilka spraw. Czy masz czas, by oprócz pisania wartościowych wpisów na blogu tworzyć tak samo dobre, pełne treści maile? Co planujesz wysyłać – linki do ostatnich wpisów czy głębsze teksty? Będziesz wysyłać regularnie czy tylko przy okazji większych zmian na blogu? Pamiętaj, że maile czytelników to też dane osobowe i fakt ich gromadzenia jest uregulowany prawnie. Wybierz też dobre narzędzie (podobno MailChimp daje radę) i nie kombinuj za dużo z szablonem. A potem konsekwentnie trzymaj się raz podjętego założenia. Powodzenia!

A Wy, blogerzy, macie listę mailingową? Jakie są Wasze przemyślenia na ten temat?

Przeczytaj także

  • Nie mam, nie ogarnęłam tematu. Jestem zapisana do kilku osób i odnoszę wrażenie, że po za Urszulą P (nigdy nie mogę spamiętać nazwiska, ale na pewno wiesz o kogo chodzi), nie znalazłam interesującej mnie treści w tych wiadomościach, w sensie, że jest tam coś więcej niż tylko to co na blogu.

    • Chodzi o Ulę Phelep? :) Ale masz rację, wszystkie poradniki o blogowaniu mówią, że newsletter taki ważny, a autorzy tych poradników niekoniecznie na swoim przykładzie pokazują, dlaczego tak niby ma być.

  • No ja jestem na innym etapie zupełnie, bo walczę o czas na pisanie bloga, ale newslettery są dla mnie w zasadzie zbędne. Jako czytelniczki także. Poza tym, hmmm, odczuwam pewien dysonans, tworzymy blogi zahaczające o problematykę slow life i dobrowolnej prostoty, a spędzamy czas nad newsletterem. To mi jakoś nie idzie w parze ;)

  • Jak dla mnie to tylko śmietnik na poczcie, bo nic ciekawego w tych newsletterach nie ma. Wolę sama wejść na blog kiedy masz czas i poczytać.

  • Sam planuje uruchomić newsletter na moim blogu, bo to wartościowa forma kontaktu z czytelnikami, ale wiadomo, że czasochłonna.

  • Ja taką listę założyłam na początku tego roku, więc nie dawno na freshmailu. Trochę mnie przeraża Twoja opinia na ten temat, tymbardziej, że moje maile nie przez wszystkich są odczytywane i zastanawia mnie dlaczego. Brałam pod uwagę to, że mogą (mimo testów) trafiać do spamu. Ty moje przypuszczenia potwierdzasz. U Ciebie tak się działo. No zobaczymy. Dopiero rozpoczynam swoją przygodę z newsletterem, ale bardzo cenny wpis. Dał mi do myślenia ;)
    Pozdrawiam

    • Nie chciałam nikogo straszyć ani robić jakiegoś czarnego PR, ale z tego co czytałam na innych blogach, nie tylko ja miałam problemy z Freshmailem jeśli chodzi o spam. Mam jednak nadzieję, że Ciebie ominą tego typu problemy. Trzymam kciuki za powodzenie Twojego newslettera! :)

  • Przyznam, że sama jestem zapisana do kilku ulubionych blogerów i czytam je pobieżnie. Na Twój się nie złapałam, czytam Cię od niedawna:) Newsletter trochę ginie mi na gmailu pomiędzy ofertami i spamem:( Na pewno warto skupić się na tworzeniu wartościowych treści na blogu, niż nad byle jakim newsletterem:)

  • Ja w pracy wysyłałam przez MailChimpa ogromne ilości newsletterów do ogromnych baz maili i to narzędzie było świetne, intuicyjne, proste w obsłudze. Buduję swoją listę, bo nie chcę opierać bloga o social media, a jednak brakuje czegoś pozablogowego. Niemniej jednak czekam na odpowiedni moment aby wysłać pierwszy newsletter i przygotowuję go powoli oraz bardzo skrupulatnie. Na pewno nie będzie przychodził do Czytelniczek zbyt często. Raz na jakiś czas, z niesamowitą i wyjatkową treścią.

  • Nie mam i chyba nigdy nie będę mieć, nie nadążam z wszystkimi rzeczami, które chciałabym w życiu robić i wiem, że pomysł newslettera szybko by padł…

  • U siebe nie mam newslettera, bo właśnie wydawało mi się, że to dodadtkowa praca – jak ma być z sensem. Aktualnie subskrybuję chyba tylko dwa: od Agaty z latającej szkoły i od Michała o oszczędzaniu – oba są świetne.

    • No właśnie, maile które są właściwie kolejnymi wpisami na blogu to coś wyjątkowego. Ja niestety nie miałam na to czasu.

  • Sama zastanawiam się nad sensem newsletterów i często zastanawiam się 3 razy, zanim gdzieś się zapiszę. I tak mam sporo maili do przeglądania, a ulubione blogi i tak czytam regularnie. I tak jak mówisz – kontakt z ulubionym blogerem też jest bardzo łatwy…

    • Ja już praktycznie nigdzie nie jestem zapisana, cenię sobie też spokój w skrzynce mailowej ;) Jeśli tylko masz ochotę, to napisz do mnie maila, uwielbiam te od czytelników! :)

      • Jakiś czas temu do Ciebie pisałam z prośbą o poradę, wkrótce ponownie planuję się odezwać i pokazać efekty :) Dziękuję za taką otwartość! :)

        • To ja dziękuję za zaufanie :) Nie uważam się za eksperta, ale jeśli mogę coś podpowiedzieć to chętnie to zrobię :)

  • A ja lubię newslettery :)
    Nie jestem zapisana do wielu, ale czytanie większości z nich sprawia mi przyjemność. U mnie na blogu też jest newsletter (w każdy poniedziałek), który jest cześcią kursu/projektu, który prowadzę na blogu (subskrybenci dostają dodatkowe materiały).

    • Przygotowanie kursu na pewno zajmuje trochę czasu, ale pewnie weszłaś w rutynę, jeśli wysyłasz mailing w każdy poniedziałek. Być może kiedyś też do tego wrócę.