Proste życie

Uboga biegowa krewna

02/12/2015

Czasami, kiedy później niż o mojej zwyczajowej 6.00 wychodzę biegać, spotykam na mojej trasie wielu biegaczy. Jestem pewna, że każdy z nich biega dłużej ode mnie, ma lepsze czasy i w ogóle, bo wszyscy wyglądają profesjonalnie w swoich nieprzemakalnych kurtkach do biegania, czapkach z logo firmy sportowej, pokrowcach na telefon na ramieniu. Wszyscy wyprzedzają mnie bez cienia zadyszki i szybko zostawiają mnie w tyle. Czuję się wtedy jak jakaś uboga krewna w swojej wełnianej opasce na głowie (ręczna robota!), starym dresie z kapturem (myślę, że w tym roku kończy 15 lat) i styranych legginsach. Jako pokrowiec na telefon służy mi kilkudziesięcioletnia saszetka-nerka. Jedynie te moje asicsy mogą wskazywać na to, że to nie jest mój pierwszy bieg. Ostatnio mijał mnie pewien starszy pan (wyglądał na okolice siedemdziesiątki) ubrany od góry do dołu w ubrania firmy Nike i wtedy chyba pierwszy raz od tych 4 miesięcy biegania zrobiło mi się trochę głupio.  Ale tylko trochę, za chwilę o tym zapomniałam, ale tamto uczucie skłoniło mnie do refleksji. Kiedyś nawet bym nie pomyślała, żeby pokazać się w takim wysłużonym stroju poza domem, teraz wisi mi to, jak wyglądam podczas biegania, bo przecież biegnę, a czy mam najki czy nie, to nie ma większego znaczenia. Na mojej wishliście od kilku miesięcy widnieje kurtka do biegania, ale do tej pory nie znalazłam takiej, jaką sobie wymarzyłam (proste – ma być czarna, z odblaskami i kapturem). Poluję na kurtkę, bo moja polarowa bluza z dresu zupełnie nie radzi sobie z jesienną deszczową aurą, a kaptur i tak spada podczas tych „zawrotnych” prędkości, jakie osiągam. Dochodzę do wniosku, że moje myślenie o tym, jak wyglądam, zmieniło się całkowicie przez te kilka ostatnich lat. Oczywiście, lubię dobrze wyglądać i dbam o to, by jednak nie wychodzić z domu jak czupiradło, ale nie przesadzam, jak to miało miejsce kiedyś. Nie widzę problemu w wyjściu z domu bez makijażu, starej kurtce i niedopasowanej kolorystycznie czapce. Przestałam przejmować się tym, co inni o mnie powiedzą. Nie wiem, czy jest to zasługa całego tego świadomego życia, czy po prostu się starzeję. W każdym razie mało profesjonalny strój nigdy nie zatrzyma mnie przed zdobywaniem kolejnych kilometrów na mojej biegowej trasie.

Przeczytaj także

  • Anna Sroczyńska

    Kasiu to się nazywa dojrzałość, ja też kiedyś się przejmowałam że źle wyglądam a teraz mam to gdzieś, najważniejsze to samemu czuć się dobrze, a to że komuś się może nie podobać to jego problem ;)

  • Kinia

    A tam strój, uczucie po bieganiu gdy wchodzisz pod prysznic to jest to, niż ależ nie od stroju :) polecam TK Max, nabyłam ostatnio kurtkę Salomon za 30% a od poprzedniego września na liście była..

    • Właśnie też znalazłam fajną kurtkę w TK Maxx, ale jej cena wykraczała poza założony budżet. Na pewno jednak jeszcze raz się tam wybiorę w wolnym czasie.

  • Nie ważny jest strój, pogoda, czas i zdanie innych, ważne są pozdrowienia w postaci machającej ręki innych biegaczy. Wtedy człowiek czuję, że nie jest sam.

  • Moze nie bieglam, ale lubię mój uniform spacerowy: ma być ciepło i wygodniej. To podobną filozofia.

    • Właśnie, kiedyś rezygnowałam z wygody i ciepła na rzecz „dobrego wyglądu”, teraz nie ma na to szans. Jestem zdecydowanie ciepłolubna ;)

  • Kasiu ważny jest cel – bieg! Reszta to gadżety. Dobrze się ciebie czyta. Jesteś taka normalna – to komplement :)
    Pozdrawiam ciepło

  • Taa, lata lecą, co? ;) Ja myślę, że po prostu w pewnym momencie dochodzi się do takiego punktu, kiedy wszystko wisi. To znaczy po 50-tce :) A jeśli znajdzie się ktoś taki w okolicach 30-stki to musi być Minimalista :D

  • nawet bieganie stało się poważną inwestycją kiedyś każdy biegał w czymkolwiek, teraz czasem sama aż nie mogę oderwać wzroku od wszystkich tych kolorowo-odblaskowo-neonowych strojów. na szczęście – nie biegam ;)

  • Ja chyba od urodzenia mam w nosie modę i co inni powiedzą. CIuchy mam czyste i całe, a że czasem mają swoje lata…

  • Też nie mam problemu z wyjściem z domu bez makijażu. Czy w rozciągniętym dresie na spacer z psem. Przecież jak inaczej przedzierać się przez krzaki za śladem psiego nochala? ;)

  • disqus_TEDIsvII1h

    Jak zaczynałam jeździć konno to jedynymi jeździeckimi rzeczami jakie posiadałam były toczek i buty (sztyblety z decathlonu, nawet nie skórzane). Przez kilka miesięcy jeździłam w zwykłych legginsach. Dopiero późną jesienią kupiłam sobie bryczesy (z decathlonu, najtańsze), bo w legginsach było mi już za zimno.

    • Chyba tak lepiej – wraz z postępem pasji zaopatrywac się w potrzebne rzeczy, a nie kupować gadżety zanim tak naprawdę się zacznie.