Proste życie

Święta – synonim komercji

08/12/2015

Od kilku lat możemy obserwować dziwną tendencję w sklepach – zaraz po Wszystkich Świętych dekoracje z jesiennej zadumy zmieniają się w rozbuchane widowisko światełek, dzwoneczków, bombek i błyszczących girland. Jeszcze w listopadzie jesteśmy bombardowani bożonarodzeniowymi ofertami, konkursami i zestawieniami zakupowymi. Świąteczne przepisy, kalendarze adwentowe, ozdabianie domów, sprzątanie – wszystko to zdaje się zaprzątać wiele głów. Z wszystkim więc trzeba się spieszyć, bo tyle do zrobienia, a czas ucieka, święta tuż tuż…

Im bliżej świąt, tym bardziej irytuje mnie ten sztucznie nakręcany pośpiech do kupowania prezentów i gonienia za okazjami. Trochę smuci mnie fakt, że w tym bożonarodzeniowym zgiełku niknie prawdziwa atmosfera świąt, czyli nastawienie na odpoczynek, czas spędzony w gronie najbliższych, otwarcie na drugiego człowieka. Ja i B. nie mamy w zwyczaju zbyt często chodzić po sklepach z braku wielkich potrzeb zakupowych, poza tym męczą nas tłumy, jednak to, co dzieje się w centrach handlowych w okresie przedświątecznym to jakiś koszmar. To nie jest tak, że w ogóle nie chodzimy w takie miejsca – czasem przecież trzeba – ale z niekłamaną radością porzucamy pośpiech, odcinamy się od zgiełku i nie szalejemy w tym przedświątecznym okresie.

Od kilku lat stawiamy na niematerialne prezenty (moje propozycje sprzed roku znajdziecie TUTAJ), najczęściej w postaci produktów spożywczych. Dobra kawa, herbata, wino, do tego własnoręcznie robiony dżem (czeka od lata) i domowe ciasteczka. Chcielibyśmy przez taki zestaw pokazać, że poświęciliśmy czas z myślą o innych i jednocześnie pozostać w myślach obdarowanych, podczas gdy raczą się specjalnie dla nich dobraną mieszanką kawy i trochę krzywo wyciętymi ciasteczkami.

Nasze ozdoby choinkowe zniszczyła w tym roku woda w piwnicy (wspominałam o tym TUTAJ), a przyszłe święta już raczej spędzimy w nowym domu, więc postanowiliśmy wejść w okres przejściowy z drzewkiem w doniczce, które potem trafi do ogrodu. Powiesimy na nim jakieś kokardki i będzie. Z racji w miarę ogarniętej (wiecie, „minimalistycznej’) przestrzeni nie czekają mnie pracochłonne porządki (bo umycie dwóch okien to nie jest jakaś wielka sprawa), na pieczenie ciastek jeszcze czas, za kilka dni wyślę kartki z życzeniami. Jako że Boże Narodzenie, jak i inne wyjątkowe okazje, spędzamy w gronie rodziny, to właśnie rodzice  i teściowie szaleją z jedzeniem, ale da się zauważyć, że szaleństwo jest jakby mniejsze niż w latach poprzednich. Bardzo się cieszę, że te kilka dni spokoju i wolnego czasu pozwolą nam nadrobić zaległości. I o ile nie przepadam za typowymi „nasiadówkami”, to na myśl o rodzinnych świętach ogarnia mnie jakaś taka błogość. Ten czas tak szybko biegnie, nie dajmy się zwariować. Chińskie kapcie szybko się rozpadną, kolejne zabawki zginą w morzu nadmiaru, a wspomnienia wokół stołu zostaną w pamięci tak, jak i uśmiechy, żarty, serdeczne życzenia.

Korzystając z okazji tego typowego o tej porze blogowego wpisu chciałabym Was odesłać na stronę ZrownoważoneŚwięta.pl. Z jednej strony często wspominamy o zbyt komercyjnym wymiarze świąt, ale warto pomyśleć też o ich aspekcie ekologicznym. Boże Narodzenie to nie tylko nietrafione prezenty, brak czasu czy wędrówki po sklepach, ale też góra podartych opakowań i zmarnowanego jedzenia. Jeśli znajdziecie czas, przeglądnijcie przygotowany przez autorów strony poradnik świąteczny. Może w tym roku uda się wprowadzić w obchody jakieś zmiany?

xmas

Przeczytaj także

  • Nie pamiętam Twojego zeszłorocznego postu z prezentami, chętnie nadrobię:) Ale o zniszczonych ozdobach już tak. U mnie inna kwestia co do choinki – kupowaliśmy żywą i mieliśmy w sumie jeszcze mamy szklane bombki, ale od zeszłego roku mamy kota. Więc siłą rzeczy trzeba z choinki zrezygnować i szklanych bombek, bo to po prostu nie bezpieczne. Ten mały drań wspinał się nawet na małą sztuczną choinkę i wywracał ją wielokrotnie. Nie chcę tej sztucznej się pozbywać (kupiliśmy w zeszłym roku) ale mam plan zabetonować ją w wiadro by się nie przewracała, gdy kocur na nią wejdzie. Ale już daruję sobie zdobienie bombkami czy lampkami – bo on i tak to ściągnie.. Taki egzemplarz nam się trafił.

    Pakowanie prezentów, to ja pakuję zazwyczaj w szary papier, jest tani i na pewno szybciej się rozkłada, a ewentualne kartony wykorzystuję te co już miałam po innych zakupach. Na szczęście u mnie nie ma dużego szaleństwa z prezentami, np. chrześnicy (7lat) kupiliśmy piżamę, a dla innej (5lat) książeczkę z zabawami z mikołajem czyli różne kolorowanki, zgadywanki itd. i planuję jeszcze dokupić jakąś ciastolinę czy coś, ale nie w ogromnych ilościach. Bo te dzieciaki i tak sporo mają przy innych okazjach. Nie kupuję słodyczy (już, kiedyś kupowałam) bo widzę, że rodzice dzieci mają do tego różne podejście, jedni dają inni nie, to po co robić przykrość dziecku. Z resztą odkąd ja nie jadam laktozy to sama widzę jaka chemia jest w tych czekoladkach i jak bardzo to wszystko przetworzone…

    • disqus_TEDIsvII1h

      Oj, współczuję z tym kotem. My mamy dwa, ale choinki nie atakują. Zainteresowaniem cieszyły się tylko łańcuchy, które, owszem, były ściągane oraz następnie zjadane, więc łańcuchów już nie wieszamy.
      My kupujemy sobie prezenty całą rodziną, ale mamy zazwyczaj robienia list i prezenty to często rzeczy praktyczne, nawet dla dzieci (zabawki też dostają, ale w ograniczonej bardzo ilości, zwykle po jednej) – nie jest prawdą, że dziecko nie ucieszy się z ładnej pościeli czy fajnej bluzy, że nie wspomnę już o książkach.
      Co do jedzenia, to przygotowuje się go dużo, to prawda, ale wszystko potem zjadamy. Po prostu robimy użytek z zamrażarki.

      • Robienie list z prezentami jest super, przynajmniej łączymy przyjemne z pożytecznym :)

        • disqus_TEDIsvII1h

          Spotkałam się z opiniami, że to takie mało spontaniczne i że o wiele przyjemniej jest dostać prezent „od serca” itp. Nie wiem, ja jestem chyba mało sentymentalna, bo mi lista akurat bardzo odpowiada, a prezenty, które dostaję cieszą mnie niezależnie od tego czy są wybrane z listy, czy nie (te z listy może nawet bardziej, bo zawsze są trafione).

          • Jestem praktyczną osobą i bardzo mnie cieszy „zamówiony” prezent. A spontaniczności mi nie brakuje, ale też nie szukam na siłę, więc pewnie jak zwykle – o gustach się nie dyskutuje ;)

    • No popatrz ile mamy ze sobą wspólnego. No oprócz kota ;) Pakowanie w papier pakowy jest ostatnio bardzo modne, a i mnie strasznie się podoba, jednak stawiam na typowy recykling torebek na prezenty, mamy tego trochę. ..

  • Anna Sroczyńska

    mnie też irytuje to co się dzieje w okolicach świąt, chociaż nie wiem czy listopad można nazwać okolicami świąt grudniowych…z upływem lat stwierdzam z przykrością że w ogóle ale to w ogóle nie czuć już takiej świątecznej atmosfery jak kiedyś, i nie mam na myśli buszowania i szukania prezentów za dziecka, ale później jak byłam starsza to jakoś tak zawsze w grudniu po Mikołaju zaczynało się odczuwać coraz bardziej taki specyficzny nastój charakterystyczny dla świąt bożonarodzeniowych, czego niestety od kilku lat już mi brakuje niestety, co do szaleństwa związanego ze sprzątaniem i przygotowaniami to od jakiegoś czasu udało mi się w domu przeforsować żeby to sobie odpowiednio zaplanować i podzielić odpowiednio wcześniej a nie na ostatnią chwilę, co do marketów to byłam chyba ze dwa razy w czasie przedświątecznym i nigdy więcej nie udam się w tym czasie na żadne zakupy to jest po porostu horror co się dzieje w różnego rodzaju galeriach i dużych sklepach, jakby ludzie dostawali jakiegoś małpiego rozumu masakra

    • Tyle dobrze, że udało Ci się przeforsować rozłożenie tych wszystkich zajęć przedświątecznych. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja nie czuję świąt. ..

  • 1malami1966

    jestem ciut starsza od pozostałych :) i z przyrostem lat, coraz mniej cenię sobie naszą tradycję – sposobu na bogato czyli komercyjnie ! zastaw się i postaw się na B.N.

    • Mimo wszystko to chyba nie zależy od wieku, bo w każdej grupie wiekowej znajdziemy szalejacych na święta ;) ale to miło wiedzieć, że nie jestem sama z tym niezadowoleniem.

    • disqus_TEDIsvII1h

      Mnie niezmiennie zadziwiają reklamy przed Świętami. Kto kupuje na gwizdkę telewizory, laptopy, zestawy kina domowego?
      Serio ludzie robią bliskim takie prezenty?
      Ja muszę przyznać, że należę do tej zamożniejszej części naszego społeczeństwa, jednak nie wyobrażam sobie takich wydatków na prezenty. Tym bardziej nie wyobrażam sobie, jak można się w tym celu zapożyczać.

      • Ruda

        Z moich prywatnej i niezbyt statystycznie reprezentatywnej obserwacji wynika, że duuuże prezenty robią ludzie, którzy dysponują niewielkim budżetem domowym. Myślę, że to może być chęć przełamania rutyny, coś w stylu: mnie nie stać na wiele rzeczy na codzień, ale w święta… Jeśli podobny schemat się często powtarza, prowadzi do zadłużenia. Najlepszy dowód popierający tą tezę to istnienie wszystkich firm oferujących tzw. chwilówki.
        W kwestii reklam: w reklamie jednego banku pojawia się tekst piosenki „święta tuż, tuż… Trzeba mieć gest” – Za każdym razem, gdy słyszę reklamę w radio pytam -DLACZEGO trzeba mieć gest?

        • No właśnie. Często jest tak, że ci mniej zamożni bezmyślnie wydają pieniądze… Smutne to. Nie skomentuję nawet chwytów stosowanych przez marketingowców, reklamy to dla mnie źródło frustracji.

          • disqus_TEDIsvII1h

            Ja się bardzo cieszę, że nie mam telewizora. Reklam słucham tylko czasem w radiu. Częstszy kontakt z reklamami skutkowałby w moim wypadku wiecznie podniesionym ciśnieniem.

          • Mnie nawet te w radio wkurzają…

        • I to w dodatku na kredyt (ten gest) :P

      • ooo, mam to samo, zawsze dziwią mnie tego typu prezenty na święta. U nas było raczej skromnie, ale zawsze cieszyły mnie wszystkie prezenty pod choinką, nawet kapciochy ;) Jakbym dostała telewizor to raczej byłoby mi głupio…

  • Marta

    Zgadzam się z tym niebieganiem po sklepach. Też się staram to ograniczać, pracowałam kiedyś na kasie w hipermarkecie i to co ludzie odstawiają momentami… ciężko sobie wyobrazić. Nie wspomnę już o scysjach o bułeczkę droższą o 20 groszy…

    • Oj, pewnie praca na kasie dostarczyła wielu historii do opowiadania. Jak czasem widzę te wypchane po brzegi koszyki, to się zastanawiam, co ludzie robią z tymi wszystkimi produktami… Nie wierzę, że jedzą to wszystko, żeby znowu przyjść tydzień później i nakupić tyle samo. Chyba że o czymś nie wiem i statystyki dzieci w polskich rodzinach są zaniżone ;)

  • Genialny ten przewodnik. Dziękuję :)

  • W punkt :) Mam tak samo, bardzo nie lubię tego czasu.

  • Lubię Święta i cały grudzień właśnie za atmosferę, ale nie tą z centrów handlowych i telewizji. Unikam ich w grudniu jak ognia. Sami sobie taką atmosferę tworzymy, jaką chcemy mieć. Nie zabieram dzieci na zakupy, bo szkoda moich i ich nerwów. Za to mamy kalendarz adwentowy pełen ciekawych zadań i inspiracji świątecznych, a nie zabawek. Codziennie malujemy, lepimy, pieczemy, czytamy i dlatego ten miesiąc jest dla nas wyjątkowy. Przeraża mnie jak niektórzy dają się wkręcać w ten marketingowy szał. Ja się zupełnie odcinam i dobrze mi z tym :)

  • A ja lubię kolorowe lampki i świąteczne przeboje :) w grudniu jest ciemno i szaro, i cieszę się, że te świąteczne klimaty pozwalają nam złapać trochę optymizmu :) Chociaż centra handlowe omijam szerokim łukiem w tym okresie to jak tam trafiam to jakoś tak nie jest źle przez te świąteczne ozdoby :)
    Co do prezentów – kilka lat temu wprowadziłam w Rodzinie rewolucję – nie kupujemy prezentów dla wszystkich tylko robimy losowanie – każdy dla jednej osoby. Pierwszy raz pomysł spotkał się z protestem, ale przeforsowałam siłą i okazało się, że wszystkim się spodobało :) bo dużo lepiej przemyśleć prezent, podpytać o czym wylosowana osoba marzy niż biegać i na siłę kupować kolejne nieprzydatne rzeczy. To taka nasza wersja na prezenty w bardziej minimalistycznej formie. Co do ozdób świątecznych – odkąd zaczęłam mieszkać sama, chociaż spędzam święta z Rodziną ubieram choinkę i co roku kupowałam kilka ozdób. Później już z Mężem ustaliliśmy, że kupujemy jedną ozdobę co roku, ale jakąś wyjątkową:) w zeszłym roku kupiłam na jarmarku Mikołaja w samolocie dla naszego maleństwa, które było jeszcze w brzuchu, w tym roku była to biała gwiazdka. I doszłam do wniosku, że więcej ozdób nie potrzebujemy. W przyszłym roku nie kupię nic, chyba, że nasz synek coś wypatrzy :)

    • Ale fajna świąteczna tradycja z tymi ozdobami choinkowymi. Może też pomyślimy o czymś takim?

    • Mag Juk

      Ale super, to spojrzenie jest mi bardzo bliskie.
      U nas w tym roku w rodzinie też losowanie – szwagier zarządził – bunt wielki, ale im bliżej świąt myślę: ojeju jak fajnie! Ojeju ile pierdół (za przeproszeniem) mogę sobie darować. U nas w tym roku wybieraliśmy po dwie osoby, ale kto wie, czy za rok nie zaciśniemy pasa.
      Co do ozdób to podobnie, choć markety kuszą nimi bardzo, staram się kupować tylko takie wyjątkowe, które chwycą mnie za serce – jarmarki to doskonałe miejsce, wróciłam z dzisiejszego z dwoma małymi przezroczystymi serduszkami, które przypomniały mi bombki z dzieciństwa.

      • Najgorsze, że czasami bliscy „oczekują” od nas specyficznej postawy i właśnie buntuje się w momencie odejścia od „tradycji”… Ale nie trzeba się poddawać, tylko postawić na swoim :)