Goście

Goście: Kasia z bloga Ograniczam się

14/12/2015

Kasia z bloga Ograniczam sięDzisiaj zapraszam do przeczytania, jakie doświadczenia z minimalizmem zdobyła Kasia, autorka bloga Ograniczam się. Kasia to aktywny społecznik: organizuje wymianki ciuchów wśród swojej lokalnej społeczności, działa w kooperatywie spożywczej i ma mnóstwo pomysłów na angażowanie innych, by żyć bardziej świadomie, ekologicznie i prosto. Przeczytajcie, co skłoniło ją do upraszczania życia.

 

Już prawie od roku ograniczam się i kroczę drogą w stronę minimalizmu. Wydawałoby się, że droga jest wyboista, że napotykam na spore trudności, że to same wyrzeczenia. Ale tak jak większość minimalistów wcale tak tego nie odczuwam. Wręcz przeciwnie – uważam, że wiele w tym czasie się u mnie ciekawego wydarzyło. To może od początku. Skąd ja się w ogóle wzięłam?

Moja historia zaczyna się w średniej wielkości mieście w zachodniej Polsce. Dorastałam w domu wypełnionym przedmiotami po brzegi. I nie było to bynajmniej wynikiem euforii przełomu lat 80. i 90. i pojawieniem się towarów w sklepach. Nasz dom był ich pełen od zawsze. Pełen butów i ubrań, na które Tata nie mógł sobie pozwolić wcześniej. Pełen książek, które przypominały o jego historii. Pełen papierów i pism, które namiętnie tworzył na maszynie. Pełen śrubek, gwoździków, zaworków, które „kiedyś się mogą przydać” – i rzeczywiście przydawały się, gdy tylko zdarzała się awaria.

Jako młody chłopiec wraz z całą rodziną Tata był zmuszony opuścić swój rodzinny dom na nowogrodczyźnie, by swój okres dojrzewania spędzić na mroźnej Syberii. Walka o każdy kęs chleba była na porządku dziennym. Chodzenie w o wiele za dużych butach siostry były upokarzającą koniecznością. Powrót już na ziemie odzyskane był trudny, ale wyzwalający. Oczywiście kraj był wtedy w innej kondycji niż się tego spodziewano, ale była to ich ojczyzna, w której mogli żyć godnie.

Będąc Jego córką nigdy sobie tego nie uświadamiałam, jak wielki wpływ syberyjska przeszłość miała na nasze, na moje życie. Opowieści o jedzeniu pokrzyw były na porządku dziennym, wcale mnie nie wzruszały, wręcz uważałam je za zbędne. W końcu lata 90. opływały dostatkiem, a buty można było kupić już na każdym rogu. Nie przeszkadzało to mojemu Ojcu przywozić mi pary sznurowanych czy lakierków z każdej podróży służbowej. Obrastaliśmy w obuwie, nie zastanawiając się nad tym, czy tego potrzebujemy, czy nie. Dla własnej zelówki i skórzanego wierzchu można było przymknąć na to oko.

Wyprowadzka z domu zweryfikowała moje podejście do przedmiotów. Studia i częste przeprowadzki zmusiły do ograniczenia się do tego, co niezbędne. Poza tym studencka kieszeń zawsze wieje pustką.

Jednak już podjęcie pracy i zmiana stylu życia na bardziej ustatkowany, pierwsze zarabiane dobre pieniądze dawały możliwość samodzielnego nimi dysponowania na to, na co miałam ochotę. Mogłam spełniać zachcianki wiele o tym nie myśląc. Z czasem banki oferowały mi karty kredytowe, z których korzystałam jeszcze chętniej niż z gotówki. Niby zarabiałam dobrze, ale pieniądze się szybko rozchodziły. Mimo częstych zakupów nigdy nie byłam w stu procentach zadowolona z tego, co miałam w szafie. Książki kupowałam, czytałam i odstawiałam na półkę. Wolny czas spędzałam na zakupach bezmyślnie krążąc po sklepach szukając promocji lub czegoś ciekawego na wieszaku.

Ślub i pierwsze dziecko dołożyły mi dodatkowe setki przedmiotów, od sprezentowanych kompletów pościeli po szereg smoczków, śpioszków, wózków i fotelików. Marketing skierowany do rodziców jest niezwykle skuteczny, bo rzadko która świeżo upieczona mama przyzna, że dziecku czegoś odmówi. Dopiero druga ciąża i ponowne odczuwanie potrzeby zamawiania gadżetów przez internet zmusiły mnie do zatrzymania się w zakupowym pędzie i zastanowienia się, co ja tak naprawdę wyrabiam. Z nieba spadły mi książki Marty Sapały i Anny Mularczyk-Meyer. Do tej pory z minimalizmem miałam do czynienia tylko w muzyce. Teraz dotarło do mnie, że można być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem żyjąc skromnie, mając niewiele, czyli tyle, ile się potrzebuje.

Zaczęłam się ograniczać. Dokładnie zapisywałam wszystkie wydatki. Skrzętnie kontrolowałam stan karty kredytowej. W myślach biłam się po rękach, które świerzbiły w sklepie przy nowej, sezonowej bluzce. Zapisałam się do biblioteki i zabrałam tam synka. Wstąpiłam do kooperatywy spożywczej. Zaczęłam zauważać alternatywne sposoby do powszechnie obecnego szalonego konsumpcjonizmu.

Nauczyłam się wielu mądrych, wyzwalających wewnętrzny potencjał rzeczy. Przede wszystkim tego, że emocjonalny stosunek powinniśmy mieć nie do przedmiotów, ale do ludzi. Że jedna para butów na sezon zupełnie wystarczy. Że czas spędzony na zakupach nie rozwija.

Uwolniłam swoją szafę z ok. 70 procent zbędnych ubrań. Robię w swoim domu przestrzeń na to, co dobre i ważne. A przede wszystkim otworzyłam się na nowe pomysły, idee, jak recycling, upcycling, wymiana odzieży, własnoręczne jej tworzenie. Zdałam sobie sprawę, że mój potencjał chcę wykorzystać na coś wartościowego – na budowanie społeczności lokalnej, pomaganie kobietom i dzieciom w potrzebie, a może i szereg innych rzeczy, bo w końcu – jak mawia Dorota Warakomska , prezeska Kongresu Kobiet – „Jak nie my to kto, jak nie teraz, to kiedy?”

Kasiu, dziękuję za tę osobistą historię.

Przeczytaj także

  • Marrus

    Niezwykła historia. Chciałabym mieć taką koleżankę!

    • Zakolegujemy się? :)

      • Ja też jestem chętna :P Dobrze otaczać się (nawet wirtualnie) ludźmi, którzy myślą podobnie :)

      • Marrus

        Taak!
        Brakuje mi takiej mądrej babskiej współpracy lokalnie. Cóż to musi być za energia! Kobitki wspierające się na drodze do minimalizmu, super!
        Ale myślę że co ma być to będzie i u siebie też spotkam otwarte na takie klocki osoby.

      • Ruda

        Ja też chętnie się dopiszę :) U mnie nikt nie chce rozmawiać o kwestiach związanych z ograniczaniem poza to, co uważają za normalne i trochę czuję się samotna.

    • Jakieś blogowe spotkanie? ;)

      • Marrus

        Ja nie bloguję… Zaledwie niedawno odkryłam dobrodziejstwa blogosfery jako czytelniczka. Ale chętnie się spotkam!

  • O jak miło znaleźć tu historię Kasi :)

    • Może propozycję, kto mógłby być następny? Najchętniej zobaczyłabym tutaj historię któregoś z moich czytelników…

  • Teraz kiedy znam „zaplecze” Kasi, z tym większa przyjemnością bede czytać jej bloga :)

    • Fajnie się czyta te historie początków różnych znanych – lub nieznanych – blogerów. Ale najchętniej bym tu zobaczyła także historie tych, którzy nie opisują swoich doświadczeń w sieci.