Różności

Tytułu brak

06/11/2015

Siedzę sobie przed pustym oknem edycji postów. Mam w głowie tysiące pomysłów na artykuły, jednak to tylko idee, nawet nie zarysy czy szkice. Wiem, o czym chciałabym napisać, ale nie umiem tego ugryźć.

W ankiecie wyraźnie stwierdziliście, że publikuję za rzadko. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że zdarza mi się pisać „o niczym”. Zawsze dbam o to, by było „o czymś”, ale widocznie nie do końca mi to wychodzi. Staram się publikować wpisy tylko wtedy, kiedy mam pewność, że mój tekst wniesie coś w życie czytelników. Mam więc dylemat – pisać częściej, bo lubicie czy pisać rzadziej, ale głębiej i ciekawiej? Zawsze kiedy ogarnia mnie niemoc pisania przypominają mi się słowa Asi Glogazy (Styledigger) odnośnie pisania swojej pierwszej książki. Asia wspominała, że zdarzało jej się czekać na wenę, która nie przychodziła, ale po jakimś czasie zrozumiała, że czekając na natchnienie nie zdąży napisać książki w ustalonym terminie. Po tym, jak „zmusiła się” do regularnego pisania odkryła, że to niekoniecznie wena sprawia, że człowiek pisze.

Chcę pisać o wychowaniu dziecka w minimalistycznym kontekście, o skromnym życiu, o organizacji czasu, widocznych zmianach samopoczucia po ograniczeniu regularnej praktyki jogi. Pomysłów kilka, wpisów nie ma. Bo ja lubię pisać w dzień, a dni coraz krótsze. Teraz tworzę po ciemku i nawet mi to idzie, jednak zawsze o tej porze – czyli po tym jak dziecko pójdzie spać – razem z mężem nadrabiamy wspólny czas przy winku i odmóżdżających programach. Dzisiaj na tapecie australijski shiraz i amerykański Shark Tank. Kończę więc dzisiejsze wywody o niczym. Inaczej – dla Was, moich czytelników, być może o niczym, ale dla mnie zawsze o czymś. Dzięki pisaniu bloga mam możliwość poukładania sobie wielu spraw, które siedzą mi w głowie. Dzięki temu blogowi poznałam wiele inspirujących osób, postaw, słów, myśli. Komuś może to wydać się głupie, ale dzięki temu, że opisuję to, co się dzieje w naszym życiu udało mi się lepiej poznać siebie i dostosować pod siebie otoczenie, zorganizować swój świat i nawet zmienić jego postrzeganie. Na co dzień jestem raczej realistką, ale tutaj pozwalam sobie na filozofowanie, które na ogół mnie śmieszy. Chyba jednak każdy ma w sobie coś z filozofa. Mój wewnętrzny filozof chciałby teraz odpocząć, ale niedługo zostanie zmuszony do regularnego pisania, tak po prostu, dla Was.

Przeczytaj także

  • Rez Nor

    Myślę, że czytelnicy wyrażając opinię, że Pani zbyt rzadko publikuje posty, w większości mieli na myśli, że czekają na nie, lubią je czytać, lubią Pani bloga. Nie „zabierałabym sobie tego do głowy” (jak to u nas mawiają), iż wpisy są rzadko. My, czytelnicy po prostu czekamy na Pani wpisy, przemyślenia, styl (pisania i nie tylko).

    • Jaka ze mnie Pani? :) Jestem Kasia. Dziękuję za komentarz, być może rzeczywiście o to chodziło, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, bym spróbowała wrócić do regularnego pisania.

  • A ja myślę, że nie ma się co przymuszać, życie offlaine jest ważniejsze od tego online :) więc nie zaniedbuj męża, pisz wtedy kiedy czujesz, że tego chcesz:)

    • Myślę identycznie jak przedmówczyni. Nie da się dogodzić wszystkim ;)

      • Jasne, że nie i też uważam, że czas dla rodzinki jest ważniejszy, ale z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować znów pisać regularnie.

  • Eka

    Nie ma potrzeby zmuszania się do pisania. Ja prowadziłam bloga przez 4 lata i żeby być ciągle na bieżąco z czytelnikami, publikować regularnie posty, zmuszałam się do tego. Jaki był tego wynik? Znienawidziłam z czasem to pisanie, pokłóciłam się z blogiem i go zwyczajnie zlikwidowałam. Teraz czytam inne blogi, lubię czasem skomentować, porozmawiać z kimś, ale wiem, że nic na siłę.
    Pisz, kiedy chcesz, kiedy masz ochotę.
    A Twoi czytelnicy (w tym od niedawna ja) poczekają i chętnie przeczytają wartościowy wpis, w którym widać szczęście a nie przymus.
    Pozdrawiam

    • Eka, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Na razie nie czuję przymusu pisania, tylko wiem, że siedzi we mnie dużo pomysłów i tematów, ale nie mam możliwości przelania tego na „wirtualny” papier…

  • Fajnie, że zrobiłaś ankietę dla czytelniczek, ale jak dla mnie to wolę ciekawsze posty rzedziej niż więcej wyduszonych pod presją :) A tak serio, to uważam, że piszesz wystarczająco często. Sama jednak wiem jak to jest z pisaniem regularnie, nie mogłam się do tego zmotywować, zawsze coś mnie powstrzymywało. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić i możliwe, że się udało (nie chcę zapeszać). Chociaż bałam się, że biorąc blogowanie zbyt konkretnie (zrobiłam plan postów, terminy, kalendarz publikacji itp) stracę całą przyjemność ze spontanicznego pisania, nic takiego się nie stało a wręcz przeciwnie przyjemność z pisania mam teraz jeszcze większą. Bo wiem, że kolejny post już gotowy, czeka na publikację zaplanowany na przyszły tydzień a nade mną nie wisi widmo „rany jak dawno nic nie napisałam, MUSZĘ napisać coś szybko!”. Dla mnie zadziałało, mam nadzieję, że Ty też znajdziesz swój złoty środek. Tego Ci życzę :)

    • Jestem świadoma tego, że u mnie planowanie czegoś rzadko się sprawdza. Kiedyś planowałam wszystko od sprzątania po sport, ale po jakimś czasie miałam to w nosie ;) Na początku pisałam bloga co dwa dni, potem co trzy, a teraz jak mam wenę. Muszę więc narzucić sobie dyscyplinę, by blog całkowicie nie zniknął, ale jeszcze muszę odkryć dobry system dla mnie samej.

  • Ojeja :D Pomyślę o tym.

  • Pisanie o niczym zazwyczaj prowadzi nas to tego ‚czegoś’, czego szukamy. Mi się to podoba :) A wieczory z mężem, winem i programami są jak najbardziej uzasadnione, też je praktykuję. Choć wino ostatnio dodaję częściej do gotowania, bo po długim okresie abstynencji okazało się, że po jednej (!!!) lampce mam rozwalającego mi głowę kaca. Smutne to dla kogoś, kto przez czas ciąży i karmienia kompletował ‚piwniczkę’. Choć z drugiej strony, może to znak, by zacząć eksplorację ziołowych herbatek? (Am I THAT old?)

  • W żadnym wypadku nie zmuszaj się do pisania tylko dla samego pisania :) Dlaczego wspominasz o”widocznych zmianach samopoczucia po ograniczeniu regularnej praktyki jogi” ? Joga Ci nie służy? :( Jak to możliwe?

    • Może źle się wyraziłam – zmniejszenie ilości treningów z codziennych do 3 razy w tygodniu sprawiło, że gorzej się czuję. Staram się więc jednak codziennie wysupłać chociaż 20 minut na ćwiczenia, bo wiem, że mi to pomaga.