Minimalizm

Od czego się zaczęło? Dobre pytanie

21/09/2015
ważne co tu i teraz

Jedną z nieciekawych właściwości mojego mózgu jest nieumiejętność przechowywania wiadomości z przeszłości. Innymi słowy – nie mam pamięci do tego, co już było. Często nie potrafię wywołać wspomnień, jedynie niektóre utkwiły mi w pamięci, resztę muszę „poszukiwać” w głowie, a pomagają mi w tym zdjęcia, pamiątki, słowa, zapachy. Wydaje się więc, że moje myślenie jest nastawione na „tu i teraz”, prawda?

Wiele razy zastanawiałam się, jak zaczęła się moja przygoda z minimalizmem. Co mnie zmotywowało i natchnęło? Nie mam pojęcia. Wróciłam do pierwszych blogowych postów i wydawałoby się, że zaczęłam od porządkowania szafy. Jednak jestem przekonana, że zanim zwróciłam się ku wypchanej po brzegi szafie, z ideą minimalizmu spotkałam się poszukując inspiracji do życia w małym mieszkaniu.

W 2012 przenieśliśmy się na nasze 31 metrów z wynajmowanego prawie raz większego mieszkania w śródmieściu. Zawsze interesowałam się wystrojem wnętrz, a małe mieszkania i ich sprytne układy, schowki bardzo mnie inspirowały, a zarazem intrygowały. Przy przeprowadzce nie pozbyliśmy się niczego tylko nakupowaliśmy mebli, pudeł, półek, by jakoś pochować te wszystkie graty. Poszukując inspiracji do ich chowania trafiłam na kilka blogów poruszających kwestię minimalizmu i prostego życia. Ich głównym przesłaniem było „zmniejsz ilość posiadanych rzeczy, zamiast szukać na nie kolejne schowki”. Wiecie co w tym wszystkim było najciekawsze? Że nigdy na to wcześniej nie wpadłam! Zanim trafiłam na teksty o minimalizmie nigdy nie pomyślałam o tym, by mieć czegoś mało. Przecież nasze społeczeństwo dąży do tego, by posiadać jak najwięcej, więc te stan rzeczy wydaje się tak naturalny. Cieszę się jednak, że poznałam ideę posiadania mniej przed podjęciem decyzji o budowie domu. Wiemy, że nie potrzebujemy wiele, więc i metraż nie musi być duży, ważna jest funkcjonalność, energooszczędność i jakość wykończenia.

Czytając te moje pierwsze wpisy na blogu zauważyłam, że gdzieś po drodze zgubiłam moją pierwotną motywację, czyli dążenie do wolności (o tym TUTAJ). Gdzieś ją mam z tyłu głowy, ale nie wybija się na pierwszy plan przy podejmowaniu życiowych decyzji. Mimo wszystko i tak uważam, że dzięki przyjęciu postawy minimalisty nauczyłam się nie przywiązywać do przedmiotów w takim stopniu, jak kiedyś, potrafię dać sobie na wstrzymanie i czerpać garściami z krótkich chwil na przyjemności. To przecież też wolność, wolność od przymusu kupowania, życia pełnego stresu i braku czasu.

Ten blog nosi nazwę Moja droga do minimalizmu, bo jest to moja własna droga, sama – czasem zainspirowana historiami innych – znajduję sposoby, by usunąć z otoczenia, życia niepotrzebne rzeczy. Piszę to wszystko, by podzielić się doświadczeniami, ale rzadko kiedy podaję gotowe rady na talerzu. Nie czuję się zbyt kompetentna, by radzić, jak osiągnąć idealny stan minimalizmu, mogę jedynie podpowiedzieć, co zadziałało u mnie, a do czytelników należy decyzja, czy dane rozwiązanie przetestować w swojej sytuacji. Moja droga, bo jak widać od ponad dwóch lat odgruzowujemy mieszkanie, a wydaje się jakby ten proces nie miał końca. Zdecydowanie warto było wsiąść do tego pociągu jadącego w kierunku stacji minimalizm, naprawdę warto było.

Przeczytaj także

  • Magda K-ska

    U mnie się zaczęło od remontu domu i wyjścia za mąż – pojawił się problem jak zmieścić dobytek dwóch osób w dwóch pokojach (co i tak jest sporą przestrzenią). I tak najpierw poszła spora część książek, potem po Lekcjach Madame Chic ogromna kolekcja ciuchów, a potem to już poszło i trzyma nadal:)

  • Fajnie tak czasem cofnąć się do początków i przpomnieć DLACZEGO. Jeszcze lepiej byłoby pewnie pamietać o DLACZEGO cały czas. Dzięki Twojemu wpisowi wpadłam na pomysł powieszenia swojego powodu w formie motta w widocznym miejscu. A tak sie składa, że powód mam taki sam jak i Ty… Wolność rządzi! :)

  • Uwielbiam jak piszesz!

    • <3 Bardzo dziękuję, podniosło mnie to na duchu, bo często mam wątpliwości, czy czytelnikom naprawdę podoba się to, co piszę :)

  • ja pamiętam początki – przeczytanie książki „Sztuka prostoty”, 3 lata temu:) pamiętam też mój cel – lepsza organizacja, lepsza przestrzeń :) a co do odgruzowywania… skąd ja to znam? od 3 lat wydaję, sprzedaję, ulepszam i końca nie widać :)

    • Ciekawe, że już tak długo staramy się uporać z nadmiarem. Może po prostu dojrzewamy do pozbycia się niektórych rzeczy…

  • Moj minimalizm chyba tez nie ma końca. To pociąg pędzący jak pendolino, choc czasem zwalnia :)