Wokół szafy

Prosta szafa krok po kroku

15/06/2015

Robiąc dla Was na Instagramie zdjęcia moich zestawów ubraniowych  kilka dni temu, nieskromnie mówiąc, zachwyciłam się swoją garderobą. Jestem pod wrażeniem, że wszystkie moje ubrania w końcu do siebie pasują. Mogę z zamkniętymi oczami wybrać dół i górę i być pewna, że będzie to udany zestaw. Oczywiście cały czas dopracowuję moją szafę – wymarzyłam sobie jeszcze kilka ciuchów. Poza tym nietknięte od ponad roku wiszą na wieszakach sukienki, które uwielbiam, ale nie są przystosowane do karmienia piersią, więc muszą poczekać.

Postanowiłam podzielić się z Wami moją receptą na udaną minimalistyczną szafę. Oczywiście jest to tylko moja propozycja i opisuję to, co zadziałało u mnie. Możecie pokonywać kolejne kroki lub potraktować je tylko jako inspirację.

1. Określenie swojego stylu

Moja dawna szafa cierpiała na brak spójności. Uwielbiałam ołówkowe spódnice, wysokie szpilki, ale też dżinsy, rozkloszowane sukienki i kardigany. Po urodzeniu dziecka zmieniły mi się upodobania, nie czułam się już tak dobrze w wąskich sukienkach i „biurowych” stylizacjach (wspomniałam o tym TUTAJ). Zaczęłam od wizualizacji tego, jak chciałabym wyglądać. Pomógł mi w tym Pinterest, gdzie znalazłam mnóstwo zdjęć szalenie dobrze ubranych kobiet. Wybrałam kilkanaście z nich, umieściłam w jednej tablicy, by potem spojrzeć na nie holistycznie i spróbować określić, co właściwie mi się podoba. Tak naprawdę dzięki blogowi Marii Ubieraj się klasycznie doszłam do wniosku, że bliski jest mi styl gamine, czyli paryski szyk w klasycznym wydaniu: zero komplikacji, prostota i podstawowe kolory, cygaretki, bluzki w paski i baleriny. Po ścięciu włosów jeszcze bardziej pasował mi ten styl kojarzony z Audrey Hepburn czy Audrey Tautou i właśnie na nim zaczęłam budowanie swojej idealnej szafy.

2. Określenie typu kolorystycznego

Ten krok nie jest obowiązkowy, bo nie każdy wierzy w typy kolorystyczne, ale dużo ułatwia przy doborze kolorów ubrań, o którym w następnym punkcie. Ponownie dzięki niezastąpionemu blogowi Marii doszłam do wniosku, że jestem tzw. Intensywną zimą, której pasują nasycone kolory. Był to dla mnie punkt zwrotny, bo mimo że zawsze uwielbiałam takie mocne barwy, to najczęściej nosiłam pudrowe róże, delikatne szarości. Dzięki uświadomieniu sobie, że turkusy, szafiry i głębokie róże podkreślają moje atuty mogłam przejść do następnego kroku.

3. Wybór kolorów przewodnich

To bardzo ważny krok, bo tak naprawdę dobór kolorów to baza do budowania idealnej prostej szafy. Tutaj posiłkowałam się podpowiedziami z genialnego bloga Into Mind i postanowiłam wybrać czerń, biel i granat jako kolory bazowe oraz szafir (czy indygo), fuksję i turkus jako kolory uzupełniające. Dzięki ograniczeniu kolorów w szafie dobór ubrań nie jest skomplikowany, a zakupy stają się łatwiejsze. Warto tak dobierać palety barw, by wszystkie tworzyły harmonijny zestaw i do siebie pasowały (tu też pomocny będzie Pinterest). Oprócz kolorów możemy także na tym etapie zdecydować się na jeden dominujący wzór – ja postawiłam na paski w różnym wydaniu i to się bardzo dobrze sprawdza. Ważne jest, by repertuar kolorów i wzorów był jak najmniejszy: najlepiej wybrać dwa lub trzy kolory bazowe – czyli te, w których będą główne elementy garderoby: spodnie, spódnice, marynarki oraz dwa lub trzy kolory uzupełniające dla koszulek, swetrów czy dodatków.

4. Remanent w szafie

Po części teoretycznej – zapisanej na kartce lub zwizualizowanej w postaci tablicy inspiracji – czas na praktykę, czyli przegląd szafy. Trzeźwo oceniamy każdy element garderoby pod kątem stylu i kolorów określonych w poprzednich krokach. Dzięki regularnym porządkom w szafie nie miałam zbyt wiele roboty, ale pozwoliłam sobie też na parę ustępstw dając szansę niepasującym do wybranej palety, ale ukochanym przeze mnie ubraniom: różowej sukience – idealnej na wesela, bladoróżowemu kardiganowi oraz spodniom w pepitkę. Kiedy miałam wątpliwości, czy zatrzymać daną rzecz po prostu oceniałam ją pod kątem koloru i stylu: nie pasowało? Problem rozwiązany – ubranie dostanie ktoś inny. Nie warto tracić czasu na sentymenty; moja szafa ma reprezentować taką mnie, jaką jestem teraz, a nie jaką chciałabym być kiedyś albo taką, jaką byłam jakiś czas temu. Trzeba tak komponować swoją garderobę, by kochać wszystkie swoje ubrania, dbać o nie i przede wszystkim w nich chodzić (bo jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które posiadamy).

5. Rozsądne zakupy

Główna zasada – pracuj na tym, co już masz, a dopiero potem kup brakujące elementy. Warto zapisać sobie czego nam brakuje i kupować ubrania tylko z tej listy. Lista umożliwi dokładne przemyślenie tego, co chcemy kupić, jak dokładnie ma wyglądać – czyli pasować do wybranego stylu i palety kolorystycznej, a także pomoże uniknąć niepotrzebnych wydatków.  Odłożenie zakupów w czasie pozwoli ocenić, czy dana, wymarzona rzecz jest nam w ogóle potrzebna. Na tym etapie warto też sobie uzmysłowić, że rozsądniejsze jest postawienie na jakość, a nie na ilość, by kolejny raz nie wpaść w pułapkę zbyt wielu rzeczy. Przy minimalistycznej szafie jakość ubrań jest bardzo ważna, bo będą częściej noszone, częściej prane, więc i szybciej będą się zużywać. Sama sobie to ciągle powtarzam i rzadko kiedy idę na kompromis, więc do tej pory na mojej liście widnieje kilka pozycji, nadal szukam idealnej letniej sukienki czy skórzanych mokasynów.

6. Radość z idealnej szafy

To ostatni krok. Radość ze skomponowania idealnej szafy to przede wszystkim radość z noszenia wybranych ubrań, a nie tylko z oglądania pięknych, równo ułożonych sweterków i koszulek. To właśnie o tym uczuciu wspomniałam na początku – mimo że jeszcze nie zamknęłam mojej listy, to już odczuwam tę radość, że nareszcie moja szafa przypomina tę z moich wyobrażeń. W końcu nie muszę się zastanawiać, w co się ubrać, tylko po prostu otwieram szafę, wyciągam zestaw i jestem gotowa. Oszczędzam czas, nie tylko na ubieranie, ale też na niepotrzebne zakupy. Oszczędzam pieniądze, bo wiem, co mam, wiem, czego nie potrzebuję i że żadna sukienka nie zalega z tyłu szafy z nieruszoną metką. Noszę – prawie – wszystko, co mam, wiem, co lubię, co mi się podoba, co mi pasuje i co odpowiada mojemu stylowi życia. Lubię każdy element mojej garderoby.

Mam nadzieję, że te kilka kroków, które sama wykonałam na drodze ku idealnej, prostej szafie, pomogą Wam spróbować zrobić podejście do ubraniowego remanentu. A może porządki już za Wami? Podzielcie się więc, proszę, Waszymi patentami na idealną garderobę.

Przeczytaj także

  • Określenie kolorów też uważam za bardzo istotne ;) u mnie króluje: szarość, biel, granat, trochę czerni w postaci butów/ torebki/ kurtki skórzanej, a kolory kolorowe jak to się mówi to odcienie niebieskości i pudrowy róż;) Wszystko do siebie idealnie pasuje:)

    • Klasycznie, prosto, więc musi pasować :) Dalej mnie ciągnie do pudrowego różu, ale wiem, że nie jest dla mnie…

      • No niestety:/ Mi akurat wyjątkowo pasuje i nadaje bardziej dziewczęcego stylu moim sportowym stylizacją;)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Kasiu, nie sądziłam, ze mamy tyle wspólnego ;-) Lubię paski i styl korespondujący z french chic, ale bez obcasów (nie lubię i nie mogę). Moimi bazowymi kolorami są czarny, szary i biały. Dodałam do niego niebieski w różnych odcieniach, bordo oraz fiolet. Również jestem intensywną zimą :) W ubraniach cenię wygodę i dobrą jakość :) Uwielbiam paski, ale lubię także kropki :)
    Garderoba zimowa wymaga jedynie odświeżenia i uzupełnienia, ale jeszcze nie przemyślałam o jakie elementy. Natomiast nad letnią będę musiała pracować – mam sporo ubrań z wcześniejszych lat i jeszcze je donaszam, ale jeśli wymieniam na nowe, to już w nowym stylu :)
    Dziękuję za wskazówkę odnośnie stylu gamine, patrząc na stylizacje w Internecie dochodzę do wniosku, że moja szafa już jest do niego baaardzo zbliżona :)

    • Kropeczki też są super. W obcasach już tak często nie chodzę, trudno w nich o wygodne bieganie za niemowlakiem ;) Fajnie, że udało mi się coś Ci podpowiedzieć.

  • u mnie jest bardzo podobnie – czerń, biel, szarości i trochę granatu, do tego lubię „zmieniać” strój dodatkami – apaszką czy biżuterią (w dzień apaszka a na wieczór ta sama sukienka z perłami to zupełnie inny strój :)), jakość – masz absolutną rację, szkoda, że coraz trudniej kupić rzeczy dobrej jakości (nawet w wyższej cenie :/)
    Moje porządki wyglądały bardzo podobnie swego czasu, teraz mam przerwę – noszę kilka ubrań ciążowych (też minimalistycznie:)), ale już się nie mogę doczekać powrotu do normalnego rozmiaru w pasie :)
    co do butów – też wolę dobrej jakości, ale kilka podstawowych par – oszczędzam czas i miejsce. Lubię zagladać na eobuwie (przepraszam za kryptoreklamę, nie mam w tym korzyści, możesz usunąć komentarz:)), bo tam można znaleźć fajne butki w dobrych cenach – balerinki, mokasyny, taki basic :)

  • Lotus Eater

    Kasiu bardzo przydatny post. Daje mi dużo do myślenia. Mimo względnych porządków w swojej garderobie, nie jestem w stanie wyrzucić niektórych ciuchów. Tak jak napisała Agnieszka K. – chyba będę musiała je „donosić” i po prostu za jakiś czas wymienić na nowe ale już bardziej przemyślane i w jednorodnym stylu. Muszę też chyba zrobić remanent na mojej pinterestowej tablicy, tak aby jednoznacznie określić czego oczekuję od mojej idealnej garderoby. I pod tym kątem zrobić kolejne porządki w szafie. Chyba będę je robić dopoty, dopóki nie będę tak usatysfakcjonowana jak Ty Kasiu:) Zazdroszczę. Ja również uwielbiam styl Audrey Hepburn, za prostotę, minimalizm i skromność. Ale z drugiej strony lubię też kwiatowe motywy i ciuchy vintage. Czasem nie potrafię tego pogodzić i w mojej garderobie panuje misz masz:( Myślę że jeszcze długa droga przede mną, ale dziękuję za ten bardzo przydatny post. Pozdrawiam:)

    • Cieszę się, że udało mi się Cię zainspirować. Najrozsądniej jest „donosić” ciuchy, ale ja nie zawsze miałam na to ochotę, na szczęście moje siostrzenice i bratanice chętnie przejmują moje nienoszone ubrania. Moja „miłość” do ołówkowych spódnic wiązała się z umiłowania do stylu z lat 30 i 40, nadal je uwielbiam, ale na tym etapie nie pasują do mojego stylu życia.
      Praca nad garderobą jest czasem mozolna, ale warto, naprawdę warto czekać na efekty. Jestem bardzo zadowolona, bo właśnie o coś takiego mi chodziło – spójność, przejrzystość i prostotę i cieszę się, że sama do tego doszłam.

    • Agnieszka Kulawczyk

      Droga Lotus Eater, wydaje mi się, że pięknie można połączyć prostotę i skromność z kwiatowymi motywami i stylem vintage :) kiedy o tym myślę wyobrażam sobie motyla na chodniku – głupio brzmi, ale chodzi mi o to, że jednolita kolorystycznie i pozbawiona wzorków baza, aż się prosi o mocniejsze akcenty. Na przykład jednolite szare/czarne/białe/niebieskie/jakiekolwiek spodnie/spódnica będą pięknie wyglądały z kwiatową bluzką czy kurteczką :)

  • Lotus Eater

    ps. a ten biały półgolf w paski jest genialny, gdzie go zakupiłaś???

    • Chodzi o ten z instagrama? Kupiłam na wyprzedaży w Reserved. Skład nie powala, nie jest też tak fatalny jak w innych, droższych sieciówkach, jest super milutki. Zastanawiam się tylko, jak będzie wyglądać po praniu.

      • Lotus Eater

        tak, naprawdę fajny, będę musiała zapolować na coś podobnego, ale dopiero na jesień, bo teraz robię sobie „odwyk” od kupowania ;)

  • Jedyny krok jakiego się trzymam to rozsądne zakupy ;) nie znam ani swojego typu kolorystycznego, ani zasad ubioru zgodnych z typem sylwetki itd., nie mam też jednego określonego ściśle stylu. Mimo wszystko wydaje mi się, że wyglądam całkiem „do ludzi” ;) a szafa nie pęka w szwach :)

  • Wow, przegapiłam Twój instagram, już nadrabiam.
    Nie kupuję ubrań już 1,5 roku. Uważam, że idealna szafa nie istnieje. Mam w swojej bardzo dużo (wciąż bardzo dużo) rzeczy, które oddają mój charakter, pasują do mojego stylu życia, które uwielbiam… Ale jest też wiele takich, których mi brakuje, a nie stać mnie na ich zakup lub takie jakie sobie wymarzyłam są akurat niedostępne. W jakiejś tam idealnej wersji życia pewnie jest tak, że określasz sobie rzeczy, które Ci się podobają, robisz sobie na pinterest tablicę z inspiracjami i powoli robisz zakupy. W normalnym świecie, może nie u każdego, ale u mnie, chodzi się w tym co się ma.
    Cieszę się jednak, że świetnie czujesz się w swoich ciuchach! Podziwiam za analizowanie tego :)

    • Lubię sobie czasem poanalizować ;) Oczywiście, to nie jest tak, że sobie wymarzyłam kupować w H&M, bo wiadomo, że bym wolała u Chanel czy Ellie Saab ;) Coś w tym jest, że idealna szafa nie istnieje, bo z definicji ideały istnieją w teorii, ale to takie uproszczenie, które chce powiedzieć, że na ten moment mam to, z czym mi dobrze, nie muszę szukać dalej. A wstręt do zakupów ubraniowych mam ogromny, po rocznym detoksie jakiś czas temu…

  • Najważniejsze to cieszyć się swoją szafą, nie ważne jakimi krokami do tego dojdziemy. Choć muszę przyznać, ze pomijając pierwsze dwa- przeszłam przez porządki w swojej szafie zupełnie jak ty :)

    • Oczywiście, powyższe to tylko moja propozycja – jak zwykle na blogu posiłkuję się moim doświadczeniem, to akurat u mnie zadziałało. Napisałam ten post, bo dostawałam pytania „garderobiane” od czytelniczek, więc chciałam to wszystko zebrać do kupy ;)

  • Dla mnie sporym wyzwaniem w ciąży było utrzymać ubrania w spójnej gamie kolorystycznej. Chodzę w tym, co miałam, plus w ciążowych dołach najczęściej z sh. No i wytrzymać w niekupowaniu – widziałam tyle idealnych dla mnie ówczesnej ubrań! Takich, na któe czekałam latami. I jak tu nie kupić? Po prostu – skąd mam wiedzieć, jak będę wyglądać za te kilka miesięcy? :).
    No i lecę na Twojego insta. U mnie baza podobna, kolory dodatkowe nieco inne, więc ciekawa jestem Twojej realizacji.

  • Alicja

    Ja jestem na początku mojej drogi do minimalistycznej szafy, dlatego Twoje wskazówki bardzo mi się przydadzą :)

  • Anna

    gratuluję podjęcia ciekawego tematu – zwłaszcza dla kobiety, która obudziła w sobie kobiecość Zapraszam do mnie http://www.posolsol.pl

  • Anna Zumi

    Post bardzo ciekawy, zwłaszcza część o zakupach. Dla mnie też analiza kolorystyczna okazała się wybawieniem. Chociaż nadal nie wiem, którym typem jesieni jestem to nagle uświadomiłam sobie dlaczego rzeczy w tzw. „kolorach dla brunetek” nie zawsze sprawiają, że dobrze się czuję. Przestałam kupować rzeczy w określonych kolorach np. białe, nie stosuję dodatków, bo lubię wzorzyste cygaretki, które nie potrzebują innej oprawy niż prosta koszulka i chociaż nadal wiele ubrań czeka na segregację to nie kusi mnie, by kupować, posiadać i godzić się na ubraniowe kompromisy. Wierzę, że wytrwam. :) Pozdrawiam!

    • Wzorzyste cygaretki, uwielbiam! Sama rozglądam się za takimi i jak znajdę coś ciekawego, to na pewno dodam do swej garderoby. Lubię to, co mam teraz, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi uzupełnić szafy. I tak jak Ty – nie kusi mnie kupowanie, patrzę teraz na ubrania pod innym kątem niż wcześniej. Pozdrawiam i zapraszam ponownie!

  • ja robię porządki w szafię i staram się nic nie kupować ;)

  • Alicja Zapolnik-Plachetka

    Dzięki! Trafiłam na Twój Blog przez post o meblach, a sprowadził mi rewolucję. Zdałam sobie sprawę, że mam teraz w życiu mnóstwo zajęć dużo ciekawszych niż sterczenie przed szafą z miną głupka, więc trzeba działać. Tempo – błyskawica. Wczoraj parę godzin studiowałam wszystkie Twoje wytyczne. Zrobiłam sobie paletę. Co mnie zaskoczyło: nie ma czarnego, brązu, zieleni! W sumie super – ostatnio mnie odrzucało od tych ciuchów, kiedyś ukochanych. Nie wiem skąd miałam tyle fioletowych rzeczy?! To zupełnie nie mój kolor! Inna ciekawostka: dzięki koleżance, które oddała mi dwie wielkie torby po swoim remanencie przekonałam się do czerwieni, okazało się że bardzo mi w niej do twarzy, więc czasem dobrze dopuścić do swojej szafy kogoś z zewnątrz. Większość ciuchów „odziedziczonych” po koleżance zostało. Zrobiłam sobie tablicę ze zdjęciami swoich „must have”. Okazuje się, że brak mi 1 (słownie: jednej!) sztuki. Nie wszystko mam idealne, ale jeszcze odpowiedzialnie donoszę. I teraz widzę cel: wystarczy mi 15 par obuwia, licząc łącznie z klapkami na basen i jakieś 40 sztuk ciuchów łącznie z okryciami wierzchnimi. Ciągle mam dużo więcej, ale od dłuższego czasu prawie nic nie kupuję, a dzisiaj 40 sztuk wyleciało z szafy :).

    • O kurczę, ale się cieszę! To świetnie, że niejako dzięki mnie przyjrzałaś się swojej szafie. Najważniejsze, żeby wybór ubrań był świadomy i żeby nie robić remanentu na hurra, tylko spokojnie przeglądać jej zawartość. Mam nadzieję, że Twoja nowa szafa będzie Ci odpowiednio i długo służyć. Super, że zostawiłaś ten komentarz, bardzo inspirujące!

  • Alicja Zapolnik-Plachetka

    Właściwie to nie było na hurra. Moja szafa męczyła mnie od dłuższego czasu, a obraz garderoby idealnej krążył po głowie. Ty podsunęłaś metodę i motywację, za co raz jeszcze dziękuję. Cieszy mnie też, że coraz więcej osób bardziej świadomie podchodzi do konsumpcji, zrywają z zakupowym wariactwem, wolą wymieniać ciuchy, sprawdzają gdzie i jak się produkuje.

  • wikafrancuz

    Zaczynam! Dzięki za tego posta…w sumie to połykam właśnie kolejne wpisy na Twoim blogu! Dzięki za całego bloga! :-) Zaczynam od szafy, bo tak mi prościej. Wczoraj wyleciała ponad połowa i zaczęłam obmyślać swój styl, kolory… już chyba wiem, idę robić przegląd tego co zostało :-)

    • Niezmiernie mi miło, że mogłam pomóc! Trzymam kciuki za Twoją reorganizację szafy i zapraszam do czytania kolejnych wpisów :)

  • madebysoyal.blogspot.com.tr

    Niedługo wiosna chyba muszę zrobić porządek w swojej szafie. Zadanie na jutro: kawa i pinterest. Tablica ulubionych rzeczy i eliminacja. Dzięki za motywację.

  • Anika

    Zazdroszczę wam dziewczyny,silnej woli ja wczoraj kupiłam czarny płaszczyk-kolejny ,już dwa wiszą w szafie-a dzisiaj odebrałam kurtkę -tez kolejna bo kilka zalega w szafie-nie wiem jak zacząć porządki ,bo wszystkiego szkoda,przecież wszystko kosztowało,ale powziełam decyzję ,od dzisiaj staram się nic nie kupować,może się uda

    • Aniko, dopóki sobie nie uświadomisz, ile kasy władowałaś w ubraniach, których tak naprawdę nie nosisz, to pewnie Twoja chęć zakupów nigdy się nie skończy… Jeśli potrzebujesz te kilka czarnych płaszczy, to niech zostaną, ale może jednak jeden byłby wystarczający? Te nieużywane a w dobrym stanie zawsze można wystawić i odzyskać część pieniędzy zyskując przy okazji miejsce w szafie. Nie jestem skora do namawiania innych, że mało ubrań w szafie to jedyna droga do szczęścia – bo przecież tak nie jest – ale mogę podpowiedzieć, że minimalistyczna szafa wiele zmieniła w moim życiu na lepsze, więc warto spróbować :)

  • miec mniej

    Najbardziej podoba mi się punkt 6. To największa nagroda. Sama od kilku miesięcy wprowadzam we własnej szafie zasadę czterech pór roku. Szczegóły na moim blogu.