Proste życie

O porannym wstawaniu

01/06/2015

 

Do tego wpisu zainspirował mnie tekst z bloga Minimalizm, który możecie przeczytać TUTAJ.

Jestem skowronkiem. Odkąd pamiętam lubiłam wstawać wcześnie rano, a zaleganie w łóżku do 10 wydawało mi się – i nadal wydaje – ogromną stratą czasu. Jedynie w czasach studenckich, kiedy zabalowałam, zdarzały się niedziele spędzone w łóżku do obiadu, ale było to związane z moim niekoniecznie dobrym stanem fizycznym. Chyba wszyscy znamy ten stan. Takie przeleżane do późna dni wydawały mi się krótkie, bezproduktywne, zawsze byłam zła, że czas przeleciał mi przez palce.

Lubię poranne wstawanie: za oknem świat dopiero budzi się do życia, a promienie słońca nieśmiało wyglądają zza chmur. Jest cicho, pusto, można zebrać myśli, nastawić wodę na herbatę i powoli, ze ściszonym głosem wkraczać w nowy dzień.

Cała nasza trójka wstaje o godzinie 6. Świątek, piątek czy niedziela – nawet jeśli mąż nie musi wstawać do pracy, to i tak budzimy się o 6, czasem pozwalamy sobie poleżeć do 7, ale Maja i tak nam skacze po łóżku, więc nie jest to zwykłe leniuchowanie. Ścielimy łóżko, wietrzymy mieszkanie (o tym, jak dobrze wpływa ten rytuał na nasze samopoczucie pisałam TUTAJ). O 7 jemy śniadanie, a w wolne dni przy okazji pierwszej porannej drzemki Mai raczymy się aromatyczną kawą i pysznym ciastem.

Wczesne wstawanie otwiera nam mnóstwo możliwości planowania dnia. B. lubi poranne zakupy, bo w sklepach jeszcze pusto, a asortyment nieprzebrany. Kiedy on w domu pije kawkę, inni z siatkami dopiero zmierzają do miasta. Jeszcze przed obiadem odbywamy pierwszą wycieczkę do jednego z lokalnych parków, po obiedzie kolejny spacer lub odwiedziny rodziny. Od czasu do czasu zaraz po śniadaniu, spontanicznie decydujemy się na dalszą wycieczkę, do Wrocławia, Opola czy Krakowa, a szybka decyzja sprawia, że jesteśmy na miejscu jeszcze przed główną falą turystów.

Taka wczesna pora wstawania to dla mnie właśnie życie w trybie slow. Gdybym lubiła dłużej pospać, to musiałabym funkcjonować na większych obrotach – szybko, bo sklepy/urzędy/pocztę zamkną, szybko, bo chleba braknie, szybko, bo musimy zdążyć przed tłumem. Często w połowie dnia nachodzi nas refleksja: „Jest dopiero 13, a my już tyle zrobiliśmy!” A wieczorem B. co jakiś czas wzdycha z radością „Kiedy wcześnie wstajemy, to dzień jest taki długi!”. Miałam duże szczęście, że związałam się z człowiekiem, który też lepiej funkcjonuje w dzień i nie musimy toczyć wojen o spójny harmonogram dnia. To nic, że kładziemy się wcześnie spać – noc nie jest dla nas. Kiedy Maja budzi się w nocy i zaczyna szaleć tłumaczę jej, że noc jest do spania, dzień do działania. Nie mam zamiaru nikomu narzucać takiego trybu życia. Jest on naturalny, bo przez wieki to właśnie słońce – i jego brak – narzucało ludziom tryb życia. Teraz mamy prąd, żarówki, telewizory, internety i nie musimy już podążać za światłem słonecznym. Jeśli ktoś jest sową, to jego pora aktywności przypadnie na wieczór i noc, więc wczesna pobudka przyniesie tylko frustrację, a nie radość. Ja jednak uwielbiam poranne wstawanie i wszystkie dobroci, jakie ze sobą niesie.

Przeczytaj także

  • Popieram! Szkoda życia na spanie :)
    Uwielbiam to uczucie, które opisujesz – przychodzi południe, a ja jestem zszokowana, jak wiele już zrobiłam i jak dużo jeszcze dnia przede mną. Nie wyobrażam sobie, jak mogłam dawniej funkcjonować z podnoszeniem się z łóżka o 11 – ileż doby uciekało! Nie mówiąc o obowiązkowym bólu głowy przez cały dzień…

  • Naprawdę szczerze chciałbym przestawić się na takie wczesne wstawanie – niestety jestem raczej osobą, która potrafi siedzieć do późna w nocy i spać prawie do oporu ;) Ale zdaję sobie sprawę, że to mało minimalistyczne podejście – zamiast korzystać z naturalnego światła, świecę sztucznym. Nie dość, że wzrok na tym cierpi, to także rachunki za prąd wyższe…

    • Hmm, nawet nie pomyślałam, że można by to rozpatrywać przez pryzmat minimalizmu, ale coś w tym jest. Jeśli naprawdę chciałbyś przestawić się na wczesne wstawanie, to może metoda małych kroczków? Ale z drugiej strony wydaje mi się, że walka z własną naturą nie jest łatwa – mnie nikt by nie przekonał do bycia sową ;) Tak czy inaczej, trzymam kciuki i koniecznie daj znać, czy Ci się udało wstawać troszkę wcześniej.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Zgadzam się :) bycie skowronkiem jest wspaniałe :) lubię, gdy jest cicho, ćwierkają ptaki, słoneczko zaczyna świecić :) Nawet jak miałam wolny dzień wstawałam chwilę po 6, w weekend jest trochę czas odsypiania, więc w łóżku do 7.30 ;)

    • Szaleństwo, 7.30! ;) No wiadomo, w weekend nic nie goni.

      • Agnieszka Kulawczyk

        Korzystamy z opcji lekkiego leniuchowania dopóki możemy ;-)

  • Dla mnie też 7:30 to już totalne szaleństwo. Dzisiaj wstałam o tej godzinie i dziwnie się czuję. Póki co dzieci są takimi porannymi (i nocnymi niestety też) budzikami. Choć gdyby nie nocne pobudki to podejrzewam, że wstawałabym jeszcze wcześniej i cieszyła się spokojnym, slow-porankiem. Jeszcze przyjdzie na to czas :)

    • Jasne, że tak. Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo moja mała też jeszcze nam organizuje nocne pobudki, ale już coraz rzadziej, więc jest szansa, że o tej 6 będziemy bardziej przytomni niż teraz ;)

  • statystycznypl

    Zazdroszczę… Ja wstaję wcześnie z musu (dzieci) i zmęczona próbuję dotrwać do wieczora ze świadomością, że kolejnego dnia znów będę musiała wstać niewyspana…

  • oj jak ja Cię rozumiem:) też jestem skowronkiem i nie wyobrażam sobie spać do późna nawet w wolne dni:) mamy taką tradycję, że w każdą sobotę o 6 rano jesteśmy na basenie :) (która niestety ze względu na ciążę trochę się zmienia, chodzimy raczej na 7, bo ciężej mi wstawać o 5 rano), po treningu śniadanie, poranna kawa, sobotnie sprzątanie i do 10 mamy już wszystkie obowiązki za sobą i zaczynamy odpoczywać – wycieczka rowerowa, wizyta u Rodziców, kino czy zakupy – możemy wszystko:) właśnie wolimy korzystać z soboty wcześniej żeby się nie spieszyć i żeby nie denerwować się w tłumie ludzi :)
    właśnie zastanawiamy się czy nasz synek będzie tak jak my rannym ptaszkiem czy będziemy musieli zaakceptować w domu sówkę :)

    • O właśnie, my też korzystamy z tego wczesnego wstawania i na basenie – jeśli akurat tam zawitamy – jesteśmy prawie pierwsi, a z małym dzieckiem to duży plus. Nasz plan dnia wygląda podobnie :)

  • Anna Sroczyńska

    jestem za rannym wstawaniem i zdecydowanie lepiej funkcjonuję w godzinach porannych, od kiedy pamiętam zawsze wcześnie się budziłam, chyba najwcześniej w całym domu, teraz kiedy jest tak wcześnie jasno budze się już przed 5 ale wstaje o 5, a że mam psiaka to uwielbiam z nim spacery właśnie wcześnie rano kiedy jest spokój cisza, no może nie do końca bo ptaszki nam śpiewają, ale właśnie to uwielbiam najbardziej, tak sobie iść przez puste ulice i słuchać porannego śpiewu ptaków patrząc jak pomału budzi się świat i zgadzam się że dzięki temu dzień jest dłuższy i można więcej rzeczy zrobić lepiej i jakby szybciej i jeszcze zostaje troszke wolnego, ale przyznam się że w okresie jesiennym i zimowym może troszke gorzej się wstaje tak wcześnie ale też ma to swój urok, oczywiście skłamałabym że tak było zawsze bo nie było zdarzały się takie czy inne odstępstwa od tej reguły i pewnie jeszcze się zdarzą ale jest to już naprawdę rzadkość w moim przypadku, poza tym z czasem zauważyłam że jak za długo śpie to mój organizm jest w gorszym stanie niż jakbym się nie wyspała, także zdecydowanie zaliczam się bardziej do skowronków niż do sówek ;)

    • No właśnie, zbyt długie wylegiwanie się objawia się u mnie podobnie jak u Ciebie. A fajnie musi być tak całkiem rano – poranny spacer z psem to całkiem dobra motywacja. Miasto rano wygląda zupełnie inaczej.

      • Anna Sroczyńska

        nie wiem co zrobie jak psiaka zabraknie, chyba zaczne sama chodzić na spacery…uwierz mi że nawet zimą ma to swój urok, a że ostatnimi czasy zomy jako takiej nie mamy to nie jest najgorzej ;)

  • Ależ Ci zazdroszczę! Ja jestem sową, mogłabym siedzieć całymi nocami i przesypiać całe poranki. To bardzo źle, bo rzeczywiście to właśnie tryb życia jaki opisujesz jest naturalny dla człowieka. Poza tym najlepiej się człowiek regeneruje we śnie przed północą, więc warto chociaż godzinkę przed północą się położyć. Ja jestem na etapie usilnych prób przestawiania na tryb dzienny :)
    Pozdrawiam ciepło :)))

    • No to trzymam kciuki za to przestawianie się! Podobno nawet sowa daje radę zmotywować się do porannego wstawania bez nieprzyjemnych skutków ubocznych. Jeśli czujesz potrzebę zmiany, to tym bardziej powinno się udać.

  • Strasznie Ci zazdroszczę tego nawyku wczesnego wstawania. Ja nad swoim ciągle pracuje.

    • Czy ja wiem, czy jest czego zazdrościć… Od czasu do czasu chciałabym sobie obejrzeć coś i posiedzieć do późna, a nie walczyć ze snem o 21 ;)

      • Ja za to najbardziej produktywna jestem gdy wszyscy śpią i nikt mi nie przeszkadza. Chciałabym tą produktywność „przerzucić ” na poranek ale robię to z marnym skutkiem. :)

      • A widzisz! Ja wstaję godzinę później i godzinę później chodzę spać. Ale 6,5-8 h spania muszę mieć.