Proste życie

Świąteczny „odpoczynek”

08/04/2015

Wczoraj miałam napisać post. Nie napisałam, bo byłam tak zmęczona po świętach, że nie dałam rady.

Zmęczona. Po świętach. Po wolnym. Po dwóch dniach bez gotowania, sprzątania i z pomocą przy opiece nad dzieckiem. Ale wiem, że to nie tylko moje odczucie, bo wiele razy słyszałam od innych, że po wszelkiego rodzaju świętach czy dniach wolnych trzeba by było właściwie wziąć urlop, żeby odpocząć.

Zastanawiam się, z czego to wynika. Mogę na podstawie obserwacji minionych świąt powiedzieć, że o ile spotkania rodzinne są świetne i przynoszą wiele radości, to zabierają też trochę energii. Szeroko rozwinięte w polskiej tradycji spotkania przy stole, tzw. nasiadówy, czyli zwykłe siedzenie i jedzenie, potrafią nieźle wymęczyć. Spotkania w dużym gronie często wymagają od nas trybu stereo, czyli słuchania dwóch różnych dyskusji naraz. Gospodynie namawiają do jedzenia i każdą odmowę traktują jako afront. Często nie przyjmują do wiadomości, że gość już się najadł i nie odmawia dlatego, że nie smakowało mu przygotowane jedzenie, tylko jeśli wrzuci w siebie kolejny kawałek szynki, to wybuchnie.

Nigdy nie przepadałam za tego typu spędami rodzinnymi, na wszelkiego rodzaju urodzinach, świętach czas najczęściej spędzałam przy tzw. stole dla dzieci. Do tej pory w miarę możliwości opuszczam stół główny i z chęcią udaję się do pokoju dzieci (które to dziećmi już nie są, bo to prawie dorosłe panny). Wprawdzie ostatnio częściej widuję tam typowy dla obecnych czasów obrazek – czyli rozmowa przy jednoczesnym wpatrywaniu się w komórki – ale jest to miła odskocznia od „dorosłych” dyskusji.

Wraz z B. – który ma podobne odczucia – chcieliśmy kiedyś urozmaicić rodzinną imprezę poprzez wprowadzenie czegoś na wzór cocktail party. Nie udało się. Pomijając fakt, że w naszym mieszkaniu w ogóle ciężko zrobić jakąkolwiek party, to szwedzki stół i rozmowa na kanapie nie spotkała się z entuzjazmem; ostatecznie i tak większość przysunęła swoje krzesła do stołu. Widocznie jesteśmy jedynymi, którzy nasiadówek nie lubią. Mimo wszystko spróbujemy ponownie wprowadzić naszą tradycję w małym białym domku.

Czy Wy też jesteście zmęczeni po świętach? A może jesteście jednymi z tych, którzy lubią rodzinne nasiadówki?

Pozdrowienia dla mojej kochanej rodziny, która czyta bloga i nie przepuści okazji, żeby mi w związku z tym dogadać. Mam jednak nadzieję, że wiecie, ile Wam zawdzięczam.

 wielkanoc

Przeczytaj także

  • Basia

    Ja lubię nasiadówy :) Co innego mnie męczy – przygotowania do świąt. Ambitnie chcę wszystko SAMA, swoje, domowe i potem w święta padam… wiadomo na co. Powoli chyba dojrzewam do „odpuszczania” sobie pewnych rzeczy, ale pewnie jeszcze trochę czasu minie zanim zrozumiem, że ta harówka przed świętami nie ma większego sensu. Niestety, wyniesione z domu rodzinnego, więc nie tak łatwo będzie się tego pozbyć :)

    • Podziwiam Cię :) I współczuję jednocześnie… Ja poprzez coroczne obserwacje „szaleństw” mamy przed świętami powiedziałam sobie, że u mnie tak nie będzie. Tym sposobem prawdopodobnie nigdy sama nie przygotuję wigilii… Tradycja tradycją, ale czasami warto wiedzieć, co i kiedy odpuścić. Miałaś w ogóle możliwość cieszenia się świętami czy raczej stresowałaś się i ucieszyłaś się, kiedy było po? :)

  • U mnie w święta były chrzciny, wiec tak na prawdę odsapnęłam dopiero dzisiaj :)

    • Czyli jednak nie jestem sama ;) Odpoczywaj!

  • A ja uwielbiam siedzenie i jedzenie. Tak do oporu i do wybuchnięcia :) Jak już nie możesz wstać od stołu, to kawa na ruszenie metabolizmu i jesz dalej ;)
    W tym roku jednak zmęczyło mnie Dziecko – wycieczki dwa dni pod rząd i śliniące się do niego duże grono dorosłych mogły rozdrażnić.

    • Szalona! :) A ja np. sobie chwaliłam to, że mogłam oddać na chwilę komuś dziecko ;) Jednak dwa dni pod rząd wizyt u rodziny z obu stron to rzeczywiście maraton…

  • Ja nie jestem zmęczona, bo u mnie się w ten sposób świąt nie obchodzi. To dla nas po prostu wolne dni przepełnione kontaktami rodzinnymi, ale innymi niż nasiadówy przy stole. Jedzenie jest normalne, zdrowe, nie jest tego za dużo, nie robimy nawet ciast. Może brzmi strasznie i nudno, ale ja tak wolę. Spacerujemy po lasach i polach, wieczorami oglądamy filmy, dużo rozmawiamy i po prostu jesteśmy razem. Bez (jak dla mnie zbędnej) otoczki.
    I tak bardzo lubię :)
    Kasiu, jak włosy? Ścięłaś?

    • No proszę, Twój opis spędzania świąt wygląda jak ideał! Ale ciast to by mi brakowało ;) A co do włosów to zbieram się do fryzjera jak sójka za morze… Muszę w końcu się umówić, bo Twoja miniaturka za każdym razem do mnie woła i kusi ;)

  • A ja w tym roku uciekłam Świętom i spędziłam wielkanocny weekend w Pradze. Tradycyjne jajko na śniadanie było, ale reszta już indyjska, serbska i włoska ;) Wróciłam szczęśliwa, wypoczęta i wyspana za wszystkie czasy.

    • Pięknie! Zazdroszczę i mam nadzieję, że nam też się kiedyś uda wyjechać gdzieś na święta bez rodzinnych dąsów ;)

      • Jak ze szwedzkim stołem nie wypaliło, to może być ciężko… : )

        • Jestem dobrej myśli ;)