Goście

Goście: Konrad Mielcarek

05/03/2015

Konrad Mielcarek

Konrada, założyciela bloga Droga do prostego życia – podstawowej lektury dla minimalistów z kraju nad Wisłą, można nazwać polskim Leo Babautą, na szczęście jest skromnym, sympatycznym facetem, który nie udaje, że pozjadał wszystkie rozumy i jako jedyny ma patent na minimalizm. Zresztą, zgodzicie się ze mną po przeczytaniu jego słów skierowanych specjalne do Was, czytelników Mojej drogi do minimalizmu.

Dziękuję Kasi za wyróżnienie i zaproszenie mnie w charakterze kolejnego „gościa”. Zatem, jeżeli zamierzacie przeczytać moją krótką historię, mogę jedynie powiedzieć za Ryjkiem z książek Tove Jasson o Muminkach: „Robicie to na własne ryzyko”!

Może zaskoczę niektórych Czytelników, ale nie uważam siebie za minimalistę. W jakiś sposób minimalizm jest -jak dla mnie- ideą zbyt ciasną, aby dość szybko nie napotkać na problemy (chyba że trochę go „poluzujemy”). To często chyba jest powodem zażartych dyskusji wśród niektórych minimalistów czy pewne działania (np. posiadanie czytnika lub przyjęcie sztywnego progu dla ilości posiadanych przedmiotów) są minimalistyczne czy wręcz przeciwnie (obsesja nieposiadania też może być materialistyczną pułapką, czyż nie?). Dlatego sam wolę mówić i pisać o „dobrowolnej prostocie”, która jest zdecydowanie bardziej pojemna i życiowo dostosowana, i dzięki temu może być adresowana do osób o różnej sytuacji zawodowej, rodzinnej, ekonomicznej, itp. Dla mnie -męża i ojca rodziny wielodzietnej z pokaźnym, siłą rzeczy, bagażem przedmiotów- dobrowolna prostota to właśnie „minimalizm pogłębiony”, nawiązujący do tradycyjnych wartości, takich jak oszczędność, skromność, umiarkowanie, naturalne warunki życia, równowaga, spokój i skoncentrowanie (akurat w mojej sytuacji życiowej) na rodzinie i dobrym wychowaniu dzieci.

Nie chcę przekreślić roli walki z przytłaczającymi nas przedmiotami. Być może jesteście osobami, które dopiero odkrywają uroki minimalizmu. Jest to bez wątpienia piękny moment (i szczerze Wam go zazdroszczę). Na początku uświadamiamy sobie jak wiele rzeczy jest zbędnych i przypadkowych. Pozbywanie się niepotrzebnego materialnego balastu daje poczucie kontroli nad zewnętrznym otoczeniem. Uświadomienie sobie swoich własnych związków z konsumpcją i materializmem otwiera oczy na zakres manipulacji, jakiemu podlegamy. Jest to bardzo uwalniające przeżycie, które odkrywa przed nami całkiem nowe horyzonty! Był okres, kiedy kwestia pozbywania się rzeczy i minimalizowanie stanu posiadania była dla mnie również bardzo ważna. Obecnie nie przekreślam wartości przedmiotów materialnych, o ile są nam po prostu potrzebne – nie po to, aby podkreślać swój materialny status, lecz do normalnego funkcjonowania. Nadal od czasu do czasu robimy z żoną tzw. decluttering, staramy się posiadać tylko rzeczy naprawdę niezbędne, nie gromadzimy pamiątek, rzeczy nieużywanych lub używanych bardzo rzadko (ot, choćby taki mikser). Zamiast kupować – pożyczamy lub wymieniamy się okresowo tym, czego potrzebujemy, ze znajomymi (zwł. mam tu na myśli ubrania dla dzieci).

Z samą dobrowolną prostotą (voluntary simplicity) zetknąłem się po raz pierwszy w 2002 r. Czytałem wówczas książkę „Świat po kapitalizmie” Davida Kortena, w której wspomniał o tym ruchu, rozwijającym się w USA od lat 80-tych XX w. Głęboko zapadło mi w głowie kilka zdań z książki: „Możemy poświęcić swoje życie na robienie pieniędzy i kupowanie mnóstwa zbędnych rzeczy, których w rzeczywistości wcale nie chcemy i nie potrzebujemy. Z drugiej strony możemy zastanowić się, co rzeczywiście czyni nas szczęśliwymi, zacząć kontrolować wydatki i korzystać z życia. Wybór życia w prostocie oznacza spędzanie mniejszej ilości czasu na zarabianiu pieniędzy i prowadzenie egzystencji uniezależnionej od przedmiotów. Oznacza po prostu życie.” Dzięki książce trafiłem na amerykańskie strony poświęcone dobrowolnej prostocie. Zastanawiałem się, dlaczego nie ma podobnych treści w języku polskim? Czy nie ma w Polsce ludzi zainteresowanych dobrowolną prostotą? Stało się to powodem założenia (dziesięć lat później) własnego bloga.

Odkrycie prostoty było odpowiedzią na pytania, które we mnie i żonie pojawiały się na progu dorosłego i zawodowego życia. Do dobrowolnej prostoty nie dochodziliśmy poprzez etap rezygnowania z dostatku i luksusu, gdy nam się już sprzykrzyły. Doświadczenie domu rodzinnego, zarówno mojego jak i żony, a także początkowe lata życia naszego małżeństwa i drogi zawodowej upływały w nieznośnej świadomości, że pieniądze, których brakowało, są -i z konieczności będą- warunkiem stabilizacji życiowej i poczucia bezpieczeństwa. Jako młoda rodzina mieliśmy dość typowe, materialne oczekiwania – przede wszystkim po 7 latach wynajmowania mieszkania tylko czekaliśmy na uzyskanie zdolności kredytowej, aby kupić własne. Od czasu do czasu snuliśmy całkowicie nierealne plany o kupnie lub budowie domu. Świadomość finansowych ograniczeń była kulą u nogi, źródłem frustracji i niepokoju. Nie widzieliśmy perspektyw. W końcu, zadłużając się do granic możliwości, kupiliśmy na kredyt niewielkie mieszkanie, którego nie mieliśmy za co umeblować.

Wtedy właśnie poznałem historie ludzi, którzy świadomie ograniczają swój stan posiadania i zadowalają się tym, co mają. Przede wszystkim są szczęśliwi i spełnieni bez konieczności gromadzenia dużego majątku. Odkryciami dzieliłem się z żoną. Stopniowo zmieniały się nasze oczekiwania wobec materialnej strony życia. Była to trudna praca nad naszą wewnętrzną motywacją, pragnieniami, jakie od tylu lat nosiliśmy. Z drugiej towarzyszyła temu radość i uczucie odzyskanej wolności. Uwolniliśmy się od obsesji na punkcie posiadania. Świadomie skierowaliśmy się w stronę budowania tego, co bezcenne: małżeństwa i rodziny. Żona podjęła decyzję o pozostaniu na urlopie wychowawczym oraz ograniczyła pracę zarobkową, tak by móc jak najlepiej zająć się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. Pozostaliśmy z jednym stałym dochodem, ale zdeterminowani, by uczynić możliwym życie w granicach posiadanych środków, bez konieczności zadłużania się, dzięki różnym metodom oszczędzania, a także poprzez właściwe określenie hierarchii potrzeb. Sprzedaliśmy mieszkanie, które było tylko balastem w realizowaniu naszych planów. Po kolejnych dwóch latach wynajmowania kupiliśmy odpowiednie dla nas mieszkanie w mniejszej miejscowości.

Dobrowolna prostota otworzyła przed nami nowe perspektywy i spowodowała zmianę akcentów w codziennym życiu. Od ok. 7 lat nie posiadamy telewizora, unikamy korzystania z centrów handlowych (na szczęście mamy do nich daleko), jeśli możemy, kupujemy rzeczy używane. Szukamy oszczędności, ale przede wszystkim pytamy siebie, jakie są nasze prawdziwe potrzeby. Skromne warunki traktujemy jako coś naturalnego. Dzięki takiemu, a nie innemu, stylowi życia mogłem zrezygnować z dodatkowego etatu i zupełnie świadomie nie ubiegam się o możliwość awansu. Mam więcej czasu dla bliskich. Mogłem razem z żoną zaangażować się w edukację domową czworga (obecnie dwojga) naszych dzieci. Myślę, że ten poziom samoświadomości nie byłby możliwy, gdybyśmy jakiś czas temu nie podjęli decyzji o postawieniu pragnienia dobrego życia, czyli życia w zgodzie z dobrze rozpoznanymi potrzebami, ponad obowiązujący dogmat, że wymaga ono najpierw zgromadzenia sporego zapasu gotówki, dużego domu i mnóstwa przedmiotów.

Obecnie, jak już wspomniałem, ważniejsza od tej materialnej otoczki jest dla nas treść życia: wybory, jakich dokonujemy, wartości, jakie nas motywują i są dla nas najważniejsze. Coraz bardziej dociera do mnie, że prostota to przede wszystkim możliwość rzeczywistego otwierania się na drugiego człowieka. Odwracamy się od materializmu, czując w głębi serca, że prawdziwe szczęście leży poza przedmiotami, majątkiem i dobrobytem. Prostota pozwala przebić się przez mur obojętności i rywalizacji. Gdy przestajemy gonić za pieniędzmi, karierą, nowymi gadżetami, wówczas odkrywamy prawdziwy sens życia.

Na koniec chciałbym zacytować słowa amerykańskiego filozofa Richarda Gregga, który już w 1936 r. w eseju „O wartości dobrowolnej prostoty” wskazywał, w jaki sposób kultywować prostotę: „Prostota wymaga rzetelności, uczciwości i szczerości, unikania zewnętrznego bałaganu, mnogości rzeczy nieistotnych dla zasadniczego celu naszej egzystencji. Oznacza powściąganie energii i pragnień w pewnych dziedzinach, aby osiągnąć większą obfitość życia w innych. Oczywiście musimy próbować zrozumieć wszystkie konsekwencje idei dobrowolnej prostoty. Daleko ważniejsze jest jednak wyobrażanie sobie prostego życia w wolnych chwilach. Czytaj książki i artykuły, dzieląc się nimi. Poszukaj ludzi o podobnych zainteresowaniach. Praktykuj prostotę zarówno w małych, jak i wielkich rzeczach. Ponieważ rywalizacja i przesadny indywidualizm prowadzą do złożoności życia, pomożemy sobie w drodze ku prostocie poprzez pielęgnowanie ludzkiej solidarności. Staraj się rozwijać zdolność do pracy bez przywiązania. Rozwijaj w sobie takie cechy, jak odporność na wpływ rożnego rodzaju grup, wytrzymałość w obliczu nieprzychylnych komentarzy czy prób ośmieszania, przedkładanie wartości niematerialnych i relacji z innymi nad wrażenia zmysłowe, cierpliwość i siła woli. Zdobycie prostoty wymaga niekiedy wysokiej ceny.” Mam nadzieję, że powyższe słowa staną się także dla Was inspiracją na drodze upraszczania życia. Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników!

Konrad

Dziękuję Konradowi za ten inspirujący wpis gościnny oraz za zgodę na umieszczenie swojego zdjęcia.

A może ktoś z Was chciałby opisać swoją historię na łamach Mojej drogi do minimalizmu? Czekam na Wasze historie.

Przeczytaj także

  • Kasia Krzemińska

    Wartościowy wpis pokazujący trochę inne podejście do minimalizmu. Interesujący zarówno gość, jak i jego punkt widzenia.

    • Zgadzam się. Zrównoważona postawa w całym tym zamieszaniu ;)