Proste życie

Radość w ciszy

17/02/2015
cisza

Odkąd pamiętam nie potrafiłam funkcjonować w ciszy. W liceum przy odrabianiu lekcji towarzyszył mi nieśmiertelny 2pac, na studiach przy nauce słuchałam dancehallu i reggaetonu, a od paru lat w tle codziennych zadań słychać jazz i swing. Nie mówię nawet o tym, że w domu rodzinnym – jak w wielu polskich domach – prawie cały czas był włączony telewizor. Na ciszę nie było miejsca, a nawet wydawała się dziwna, zbędna i nieprzydatna.

Dopiero odkąd zaczęłam chodzić z Mają na spacery doceniłam walory ciszy. Wcześniej na samotne przechadzki zabierałam raczej słuchawki, ewentualnie książkę, teraz – uzbrojona w krokomierz – po prostu napawam się milczeniem. Pusty zimą Park Śląski skłania do zwykłego, oldskulowego odpoczynku. Przebywanie 24h z małym żywym srebrem jest fajne, ale potrafi wykończyć nawet najbardziej odpornych. Ta godzinka ciszy, którą sobie funduję prawie codziennie, nastraja mnie pozytywnie do reszty dnia i daje energetycznego kopa. Oswoiłam się z ciszą. Wcześniej pomijałam ostatni element jogi, jakim jest relaksacja, bo bezczynne leżenie w milczeniu wydawało mi się bezproduktywne i ogólnie dziwne. Teraz te ostatnie parę minut treningu – medytacja – ma na mnie zbawienny wpływ, szczególnie odkąd z dziesięciominutowego wysiłku wydłużył się do trzydziestu minut skupienia na napiętych mięśniach.

W ciągu dnia nie mam zbyt wielu okazji do słuchania ciszy, a wieczorem jestem zbyt zmęczona, by w ogóle ją słyszeć. Jednak kiedy już jej doświadczam czuję się lepiej. To chyba tak jak z tymi rzeczami, o których często piszę – im jest ich mniej w moim otoczeniu, tym czuję się lżej. Brak niepotrzebnych przedmiotów dookoła produkuje ciszę. Może to właśnie ona jest kluczem do wszystkiego?

Przeczytaj także

  • pieceofsimplicity

    Powiem Ci, że coś jest na rzeczy z tym słuchaniem ciszy. Kiedyś naprawdę nie wyobrażałam sobie świata bez muzyki, zwłaszcza w liceum cała ta fascynacja rockiem i innymi cudami. Pierwsze co robiłam po powrocie do domu to włączałam wieżę.
    Ale to chyba się zmienia z wiekiem, teraz delektuję się chwilą w której nie muszę słuchać żadnych dźwięków, a tylko myśleć sobie o tym i owym.
    ___________
    Natalia, http://www.pieceofsimplicity.blogspot.com

    • Natalia, pozwoliłam sobie lekko wyedytować Twój komentarz (zmieniłam tylko jedną literkę). Przy okazji – jako że Twoja stopka zawiera link, każdy Twój komentarz musi zostać przeze mnie ręcznie zatwierdzony, stąd lekkie opóźnienia w publikacji. Pozdrowienia!

      • pieceofsimplicity

        chyba nawet wiem jaką :)

        • Literówki rzecz ludzka ;)

  • Marta Tylec

    Ostatnio przeczytałam w „Charakterach”, że jednym z zaleceń przy terapiach medycznych jest medytacja. I mają na to dowody. Lekarstwem na choroby i stres może być systematyczna medytacja…prosto i trudno,hm.

    • No proszę, podejrzewałam, że medytacja działa zbawiennie, ale nie wiedziałam, że nawet lekarze ją polecają. Dziękuję za komentarz!