Naturalnie

Nie jestem eko-mamą, ale…

02/01/2015

…coraz częściej pieluchuję wielorazowo. Kąpię Maję w oleju kokosowym, smaruję olejem ze słodkich migdałów. Nie piorę jednak w orzechach (u nas się nie sprawdziły ), ale w delikatnym proszku, wspólnie z naszymi rzeczami. Pupę myjemy wodą, chusteczki nawilżane idą w ruch tylko poza domem. Maja nigdy nie miała alergii ani odparzeń.

Chcieliśmy postawić na zabawki tylko z naturalnych materiałów (pierwszym zakupem była drewniana grzechotka), ale że zabawki dostarcza głównie rodzina, to ciężko nie dostać teoretycznie bezpiecznego wszechobecnego plastiku. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, poza tym nie ma sensu trzymać dziecka w antyplastikowym kloszu. Może jakbym miała zdolności manualne, to zrobiłabym Mai grzechotkę z soją, ale na razie musi się zadowolić gryzaczkami BPA free. Nie mówię nawet o tym, ile naszukaliśmy się kocyka z 100% bawełny, bo wszędzie ładne tylko w całości z poliestru. Jeśli sami pilnujemy, by nasze ubrania były wykonane z naturalnych materiałów, to nie chcieliśmy, by Maja chodziła w takich o pięknym składzie typu 80% poliester, 20% bawełna. Nie zamierzam być eko-freakiem i kupować ubranek z organicznej bawełny, ale zrobiłam selekcję wśród tych, które dostaliśmy i dzidzia chodzi tylko w bawełnianych, reszta czeka na swoją kolej „w razie czego”.

Oboje z mężem wychodzimy z założenia, że skoro od tylu lat rodzą się dzieci i jakoś przeżyły bez gadżetów, które dziś podobno są niezbędne, to Maja też przeżyje. (O tym samym m.in. pisze Mo tutaj) Nie mamy maty edukacyjnej, leżaczka-bujaczka czy grających chamskie melodyjki zabawek. Drewniana karuzela nad łóżeczkiem już jej nie interesuje, a najbardziej lubi, kiedy jej się śpiewa. Nie zasypia przy kołysankach, bo według niej „aaa, kotki dwa”, to najlepsza piosenka kabaretowa i zanosi się śmiechem. No chyba, że to wykonanie mamy tak ją śmieszy.

Preferujemy jak najprostsze i naturalne podejście do wychowania naszego dziecka, co nie znaczy, że tylko taki model jest najwłaściwszy. Każdy rodzic ma swoje przemyślenia i ustalenia jeśli chodzi o zajmowanie się swoim dzieckiem, często te założenia są po drodze weryfikowane, więc nie mogę obiecać, że ten nasz naturalizm nie zniknie z czasem. Mimo wszystko od kilka lat do czyszczenia domu używamy tylko sody, octu i soli (chociaż od czasu do czasu trzeba coś potraktować Cifem), staramy się jeść jak najmniej przetworzonych rzeczy (staramy się to dobre słowo), do pielęgnacji używam głównie naturalnych olejków i produktów bez SLS czy innych sztuczności, więc jakieś podstawy naturalnego podejścia do życia już mamy. Jak Maja będzie starsza dostanie drewniane marakasy i cymbałki. Jak już powstanie mały biały domek, to będziemy przesiadywać w ogrodzie i korzystać z uroków natury na świeżym powietrzu. Będziemy sadzić i zbierać warzywa i owocki, robić kompost i układać bukiety z kwiatów. Idylliczny obraz, zobaczymy, jak to będzie w rzeczywistości.

Hm, to może jednak jestem tą eko-mamą? ;)

stokrotki

Przeczytaj także

  • Bycie eko-mamą to nie jest jakaś obraza, ujma na honorze. Ja się za taką uważam, choć też nie świruję nadmiernie. Moje dziecko dostaje zabawki made in China od rodziny i się nimi bawi. Pieluchuję wielorazowo, bo to bezpieczniejsze, ekologiczne i wygodne, poza tym w ogólnym rozrachunku nieco tańsze (choć jednorazówki nadal są u nas w użyciu – na dłuższe wyjścia, podczas podróży czy na noc).
    Moje dziecko czasem zje ciastko, czasem chodzi w ubrankach z H&M, miało leżaczek-bujaczek (odwlekałam jego zakup, bo myślałam, że niepotrzebny, ale jednak bardzo się przydał w pierwszych kilku miesiącach życia).
    Nosze w chuście, bo to naturalne, intuicyjne.
    I piorę w orzechach (wszystko, dorosłe rzeczy też, ale nie pieluchy wielo – do nich orzechy się kompletnie nie nadają).
    I jest fajnie, nie czuję się tym obciążona, to się naturalnie wpisało w mój styl życia, wyszło samoistnie, drogą eksperymentów.

    • Świetnie napisane! Właśnie dlatego tak bardzo lubię odwiedzać Twój blog, bo stawiasz na intuicję i zdrowy rozsądek. A termin eko-mama chyba zyskał trochę negatywny wyraz dzięki bardzo zaangażowanym i radykalnym mamom jak Reni Jusis… Popadanie w skrajności nie jest dobre.

  • chyba troszkę tak :) bo ja też taką troszkę ekomamą jestem :) Tam gdzie daję rade i mi się udaje :) bo ja myślę, że taką w 100 % ekomamą to tylko w teorii można być :)

    • Czasami z taką 100% ekomamą utożsamia się np. Reni Jusis ;) Ale nie pociąga mnie taki „fanatyzm” w stylu eko, warto znaleźć złoty środek i iść za głosem serca :)