Proste życie

Proste życie: introwertycy mają łatwiej

17/12/2014

Jestem introwertykiem. Oprócz tego zawsze byłam domatorką i o ile uwielbiam poznawać nowych ludzi, to czasami wolę zostać w domu przy kubku z herbatą niż wziąć udział w spotkaniu w większej grupie. Ośmielam się wobec tego postawić tezę, że jeżeli chodzi o upraszczanie życia, nie w sferze materialnej, tylko społecznej, właśnie postawa introwertyka ułatwia sprawę. W jaki sposób?

Co oznacza dla mnie proste życie? Życie nieskomplikowane, pozbawione pędu, „wyluzowane”, nieprzeładowane zadaniami do wykonania, gdzie jest miejsce i czas na spontaniczne wyjścia czy wyjazdy. Proste życie dla mnie to też – a może przede wszystkim – koncepcja „nic nie musisz”: o ile nie uderza to w inne osoby, to nie musisz sprzątać w każdą sobotę, nie musisz ugotować dwudaniowego obiadu z kompotem, nie musisz dziś zrobić prania. Ciasto nie musi wyjść idealne, wpis na bloga można dokończyć później, a papiery to nie zając, można je posegregować jutro. Oczywiście, brzmi to trochę jak podejście do życia lenia i bałaganiarza (pewnie coś w tym jest), ale w momencie, kiedy ma się mniej, to i sprzątanie jest szybsze, gotowanie prostsze, a poza tym czasem warto odpuścić swojemu perfekcjonizmowi. Życie staje się prostsze.

Proste życie to właśnie takie życie w stylu slow (ostatnio bardzo popularne), gdzie zawsze jest czas na smakowanie dobrego jedzenia, na poranną kawę, nieśpieszną rozmowę. W związku z tym wydaje mi się, że introwertycy mają łatwiej, bo z natury ograniczają swoje społeczne interakcje do minimum, przez co nie jest dla nich problemem zrezygnowanie ze spotkań i zadań wypełniających kalendarz.

Być może się mylę, być może to nie od natury człowieka, od jego orientacji na świat zależy podejście do życia. Być może tylko ja jestem introwertykiem-domatorką i być może tylko mnie jest łatwiej podejść do tego prostego życia.

Wiem tylko, że nie warto sobie niczego komplikować. Czasami nie warto robić czegoś, bo „tak trzeba”, „tak wypada”. Często najprostsze rozwiązania są najlepsze. Prostota może być odpowiedzią na nasze negatywne myśli, poczucie przeładowania czy nawet pustki. Czasem wystarczy zwolnić obroty, odpuścić, by mieć czas na dostrzeżenie tego, co dla nas najważniejsze.

Jeśli najpierw uporządkujemy przestrzeń wokół siebie, to i uproszczenie innych sfer naszego życia będzie łatwiejsze.

Przeczytaj także

  • Kuba

    Na twojego bloga wpadłem przypadkiem, bardzo żałuje ze dopiero teraz. Nigdy nie myslałem o sobie „minimalista” ale zawsze uwielbiałem „czyścić” swoją przestrzeń z niepotrzebnych mi rzeczy. Mając cała gazetę wydzieralem interesującą mnie rzecz i resztę na makulaturę. Zakrawa to pewnie momentami o histerię, ale w takich momentach czuje sie taki lekki i wolny. Odnośne wpisu, bardzo długo myslalem ze moj introwertyzm sprawia, ze cos mnie omija, a zycie „slow” nie jest dla mnie bo chce, żyć pełnia życia ;), teraz wiem ze jedno nie wyklucza drugiego. I powoli dojrzewam do tego, aby żyć w zgodzie z soba. Dziękuje bardzo za twoje wpisy, szczegolnie, ze to bardzo intymne, co piszesz.

    • Kuba, bardzo dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że Ci się tu podoba i mam nadzieję, że dołączysz do grona stałych czytelników.
      Też miałam momenty, że pozbywałam się wszystkiego, teraz się trochę tonuję. Pewnie, gdybym była singielką, to ograniczyłabym się do totalnego minimum, jednak żyję w grupie i dużo rzeczy jest wspólnych, a to zobowiązuje do rozsądku :)