Minimalizm

Minimalizm to nie ascetyzm

06/12/2014

Jeszcze raz.

Minimalizm to nie ascetyzm

Wiele osób, z którymi rozmawiam o minimalizmie widzą ten sposób bycia jako przesiadywanie w pustym białym pokoju z białym kubkiem pośrodku niczego. Minimalizm to nie ascetyzm. Ascetyzm to wyrzeczenie się wszystkiego w celu osiągnięcia doskonałości. Minimalizm to nie wyrzeczenia. Coraz częściej przekonuję się, że nie czuję, że czegoś się wyrzekam, po prostu nie czuję potrzeby posiadania.

Zawsze uwielbiałam buty, uzbierała mi się niemała kolekcja szpilek. Teraz nadal lubię obejrzeć piękne buty (vide mój Pinterest), jednak nie mam już chęci do zakupów. Oprócz podejścia zdroworozsądkowego (i ekonomicznego) jest jeszcze aspekt praktyczny. Czy będę miała gdzie iść w tych pięknych butach? Ile razy będę miała okazję je założyć? Czy będę miała gdzie je trzymać? Czy  będą na tyle wygodne, by biec w nich za uciekającym niemowlakiem? Te i inne pytania zdecydowanie naprowadzają mnie na jedną konkluzję: nie kupię nowych szpilek, mam ich wystarczająco dużo, by wpasować się w mój obecny tryb życia. To nie wyrzeczenie.

Czy minimalista może coś kolekcjonować?

To pytanie też często pojawia się w rozmowach o minimalizmie. Moja odpowiedź: a kto mu zabroni? Nie ma jednej definicji minimalizmu. To my dostosowujemy minimalizm do siebie, a nie my do niego. Ja na przykład lubię książki (szczególnie biografie). Ebooki są pewnie fajne, ale nie ma to jak papierowa, tradycyjna, najlepiej gruba książka. Lubię naszą biblioteczkę i mam nadzieję, że z czasem będzie się rozrastać.

Odwiedziłam kiedyś kolegę we Francji. Spędziłam parę dni w domu jego rodziców. Tam książki był wszędzie. WSZĘDZIE. Nawet w obydwu łazienkach. Tego stanu nie nazwałabym minimalizmem, jednak oprócz wszechobecnych książek na wierzchu nie walały się bibeloty czy inne przedmioty, dom był przytulny, czysty, zadbany, a gospodarze mieli specyficzne podejście do życia – smakowali je pełną gębą. Nie wiem, czy byli minimalistami, czy  w ogóle chcieliby nimi być albo definiować w jakikolwiek sposób swój styl życia. Po prostu nie komplikowali sobie spraw, a książki kochali i co więcej, korzystali z nich, a nie tylko napawali się tym, że je mają. To właśnie tam chyba po raz pierwszy widziałam jak ktoś, zamiast włączyć wieczorem telewizor, siadał w wygodnym fotelu i czytał. Nie był to minimalizm w czystej postaci, ale ta prostota życia mnie wtedy uwiodła. Spokojne życie bez natłoku spraw w pozornym natłoku rzeczy.

Ja od razu czuję się lepiej, kiedy  naczynia są pochowane, papiery poukładane, różne codziennie używane przedmioty na swoim miejscu. Kiedy pozbywamy się kolejnych przedmiotów nagle w mieszkaniu robi się jaśniej, lżej i przestronniej. Właśnie te uczucia posprzątanego domu sprawiają, że widzę sens w minimalizmie i naprawdę nie czuję, że niekupowanie to wyrzeczenie. To wolność. A wolność to fajna sprawa.

Przeczytaj także

  • Marta

    Witam, wydaje mi się że jest dużo osób które są minimalistami ale nie we wszystkich aspektach życia. Mój mąż dla przykładu ma baaardzo mało potrzeb związanych z kupowaniem nowych rzeczy (dla przykładu „po co chcesz kupować kwiatka? Przecież mamy już jednego”, mam wrażenie że niektóre ciuchy nosił jeszcze w liceum). Stosuje zasadę sztuka za sztukę (jedna rzecz się zepsuje, zniszczy to dopiero jest gotów kupić nową). Ale też ma bardzo dużo różnych szpargałów (głównie książki) które darzy jakimś tam sentymentem chyba i każda moja sugestia żeby ten arsenał zredukować jest bardzo źle przez niego odbierana.

    ja nie mogę nazwać się minimalistką, ale też nie lubię nadmiaru plus cenię sobie optymalizacje pewnych wydatków. Faktycznie spotkałam się z rożnymi reakcjami (zwłaszcza najbliższych)- dla przykładu moja mama widząc naszą wiecznie pustą lodówkę zawsze się pyta czy nie potrzebujemy pieniędzy ;-)

    • Marta, dzięki za komentarz! (Dobrze, że udało Ci się pokonać problemy ze wstawianiem komentarzy :))
      Tak naprawdę minimalizm to tylko metka, szufladka, a przecież każdy z nas może czerpać coś z tej filozofii nie oddając się jej całkowicie.
      Poza tym, faceci chyba tak już mają ;) Mój B też niby nigdy nic nie potrzebuje, ale za nic nie da się przekonać do wyrzucenia ulubionych znoszonych koszulek ;) Trzeba znaleźć złoty środek, to, co jest potrzebne nam samym.

  • Warto rozwinąć temat minimalizmu w poszczególnych aspektach. W czym się można ograniczać a w czym jest to niewskazane, np, bogactwo leksykalne.