Książki Wokół szafy

Lekcje Madame Chic: recenzja

01/12/2014

Przymierzałam się już od dłuższego czasu do napisania recenzji dość popularnej książki pod wdzięcznym tytułem „Lekcje Madame Chic”. Ostatni raz recenzję pisałam na studiach i niestety nie w języku polskim, więc nawet nie wiem, czy to co dziś przedstawię recenzją będzie. Nazwijmy więc może ten post przemyśleniami na temat książki autorstwa Jennifer L. Scott „Lekcje Madame Chic”.

Nie pamiętam dokładnie, jak dokopałam się do tej pozycji, ale było to w momencie mojego zachłyśnięcia się francuskim podejściem do życia. Czytałam ją już dość dawno, dlatego nie pamiętam już szczegółów, natomiast dobrze wiem, jak ta książka na mnie wpłynęła. Otóż w niewielkim stopniu. Oczywiście jest tam zawartych wiele wartych zastosowania prawd o sposobie podejścia Francuzów do życia, jednak amerykański sposób opisania tego wszystkiego nie bardzo przypadł mi do gustu.

Jennifer Scott prowadzi bloga bazując na doświadczeniach z Francji, jednak przyznaję, że nie wracam do niego zbyt często.

Wracając do książki. Autorka i bohaterka w jednym przyjeżdża na wymianę studencką do Paryża i zamieszkuje u typowej francuskiej rodziny. Powoli zaczyna dostrzegać, jak bardzo amerykańskie podejście do życia, jedzenia i mody różni się od francuskiego. Postanawia wcielić w życie wszystkie zasady Madame Chic, jak nazywa swoją gospodynię, począwszy od gustownego ubioru, eleganckiej piżamy czy picia herbaty w najlepszej porcelanie. Na podstawie swoich przygód i gaf Jennifer Scott przekazuje czytelnikom porady, które trzeba wdrożyć, by być bardzo francuskim ;) I właśnie do tego „trzeba” mam zastrzeżenia, bo autorka wydaje się być „sztywniarą”, która nie znosi sprzeciwu: tak ma już być i koniec, bo jak nagle zaczniesz się mocniej malować albo nie użyjesz perfum, to przestaniesz być chic. Być może coś w tym jest, jednak ja uważam, że warto wprowadzać w życie te zasady, które rzeczywiście nam pasują, bo trzeba być sobą, a nie wcielać się w jakąś rolę tylko po to, by nagle stać się Francuzką…

Mimo wszystko warto przeczytać tę książkę, bo inspiruje do zmian i korzystania z każdej chwili, czyli smakowania życia. Ja po jej przeczytaniu od razu wyciągnęłam filiżanki, które od dnia ślubu przeleżały w szafce i do tej pory pijemy rano z nich herbatę parzoną w czajniczku. Jak tylko przeczytałam ostatnią stronę upiekłam też tartę z pomidorami ;) Upraszczanie szafy zaczęłam wcześniej, ale Madame Chic utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto. Sama lektura nie jest wymagająca, lekki język pomaga w kilka wieczorów (a nawet może i jeden) pochłonąć całą książkę.

Była to pierwsza pozycja o francuskim sposobie życia widzianego przez nie-Francuzów, którą przeczytałam. Kolejne były chyba trochę ciekawsze i też z czasem się nimi zajmę.

Jeśli moja recenzja przekonała Cię do przeczytania książki, to możesz ją kupić w formie e-booka klikając na poniższy link. Jest to to link afiliacyjny, tzn. że jeżeli dokonasz zakupu za jego pośrednictwem otrzymam niewielką prowizję. Tym sposobem i przeczytasz dobrą książkę, i wesprzesz dalsze funkcjonowanie Drogi do minimalizmu.

Przeczytaj także

  • Marta

    Kasiu, po Twojej recenzji kupiłam tą książkę i muszę przyznać że mam spory problem z jej przeczytaniem. Autorka denerwuje mnie bardzo swoim zadziwieniem jak dla mnie oczywistymi rzeczami. Niektóre fragmenty czytam wręcz z niedowierzaniem, gdyby nie to że miałam okazję odwiedzić Kalifornie to ciężko by mi było uwierzyć że można pisać o oczywistych rzeczach jako o odkryciu. Myślę że nam Polakom o wiele bliżej do „francuskiego stylu” niż mieszkańcom Kalifornii, a cześć tego co opisuje autorka jako francuskie jest po prostu europejskie (dla przykładu piszą że w USA zdarza jej się wyjść w piżamie z domu, tudzież spanie w „dziurawym dresie”, no sorry ale w PL to wyjątkowo rzadki widok ;-), podobnie jak zachwyt z powodu chodzenia na zakupy czy jeżdżenia komunikacją miejską zamiast jeżdżenia wszędzie samochodem) . Dla nas Polaków/Europejczyków chyba przydałaby się wersja light ;-)

    potwierdzam więc to co napisałaś „(…) amerykański sposób opisania tego wszystkiego nie bardzo przypadł mi do gustu”- oj bardzo. Natomiast postanowiłam jakoś zmęczyć tą książkę do końca ale bardziej po to aby dowiedzieć się jak NAS Europejczyków widzą Amerykanie ;-)

    • Kurczę, teraz mi głupio, że niejako przeze mnie zdecydowałaś się na tak chyba nieudany zakup :( To była moja pierwsza pozycja o francuskim stylu bycia, każda następna była jakby lepsza, mimo wszystko, właśnie ta książka zdobyła chyba największą popularność. Z jednej strony dużo oczywistości, ale z drugiej – czasami najtrudniej wpaść na to, co oczywiste ;)

      A z tym chodzeniem na zakupy też różnie bywa… Sami raczej na nie jeździmy i dużo osób z naszego otoczenia też tak robi. Powoli chyba jednak chodzenie „na miasto” wraca do łask, bo jakość jedzenia w hipermarketach często woła o pomstę do nieba…

      • Marta

        Nie potrzebnie. Twoja recenzja też nie była jednoznacznie pozytywna ;-)

        Swoją drogą widzę, że w Polsce mamy już za nami zachwyt tym co amerykańskie (trochę w uproszczeniu to piszę ale chodzi mi o Mc Donaldsy, KFC, jedzenie w biegu, supermarkety, centra handlowe, fast foody i całe to zło – wiem teraz to ja jestem gorsza w tym upraszczaniu niż autorka książki ;-D).
        Co do jeżdżenia na zakupy to oczywiście dużo ludzi jeździ, ale chodziło mi bardziej o to, że nikogo u nas nie dziwi że można chodzić, albo robić je pod drodze z pracy.