Minimalizm

Czy minimalizm to dążenie do perfekcji?

26/12/2014

Fakt przyznania się rodzinie i znajomym do prowadzenia bloga o minimalizmie wymaga przyjęcia na klatę nie tylko krytyki, ale też śmichów-chichów przy świątecznym stole. Często jednak uwagi i komentarze są powodem nie tylko do przemyśleń, ale też inspiracją do kolejnych wpisów, jak to miało miejsce np. przy poście o kolekcjonowaniu wspomnień.

Podobnie jest w dzisiejszym wpisem, do którego zainspirował mnie komentarz Aleksandry na Facebooku. Napisała

Z jednej strony rozumiem ideę minimalizmu – czasem czuję ogromne zadowolenie kiedy obok witryny sklepowej ulubionej marki potrafię/udaje mi się jakimś cudem przejść obojętnie. Czuję ulgę, że o! – jednak panuję nad własnym pragnieniem posiadania:). Z drugiej jednak strony upatruje w tym „małe niebezpieczeństwa”. Czy to aby nie prowadzi do skrajności? Zbytniego perfekcjonizmu? Chęci przesadnej kontroli siebie samego? Czy nie pozbawia nas drobnych przyjemności ujmując trochę szeroko pojmowanej radości życia? Tak się nad tym zastanawiam i stwierdzam, że chyba bałabym się być aż tak konsekwentna.

Nie pierwszy raz spotykam się ze stwierdzeniem, że minimalizm to popadanie w skrajności, brak spontaniczności czy chęć nadmiernej kontroli. Myślę, że jak z wszystkim w życiu, trzeba znaleźć złoty środek. Sama siebie nigdy nie posądziłabym o dążenie do perfekcji (wprost przeciwnie), tym bardziej nie brakuje mi w życiu spontanicznie podjętych decyzji.

Porządkując mieszkanie widzę, co się wyrzuca i jak mało czasu minęło od zakupu rzeczy, która już nie jest potrzebna. Zawsze wtedy towarzyszy mi poczucie straty pieniędzy, której można by było uniknąć zwyczajnie poprzez przemyślane zakupy. Minimalistom przypisuje się brak spontaniczności czy radości życia, ale jak mogę się cieszyć z życia pełnego poczucia winy z wyrzuconej kasy, straconego czasu, zajmowania cennej przestrzeni czy potykania się o przedmioty nie mieszczące się w szafie. Dla tych, dla których minimalizm jest kuszącym stylem bycia, radość sprawiają takie drobnostki jak podróże, kawa w małej kafejce, dobre jedzenie w inspirującym miejscu, partia scrabbli w środowy wieczór czy spacer po parku po kolana w liściach. To wszystko robiliśmy z B. zawsze spontanicznie i dawało nam więcej radości niż niektórym daje niedziela spędzona w centrum handlowym. Robiliśmy, dawało, bo teraz takie wypady wymagają więcej planowania, ale Maja powoli smakuje naszego stylu życia.

Nie do końca rozumiem postawę ekstremalnych minimalistów, którzy ograniczają się do posiadania 100 przedmiotów. Bo jaki to ma właściwie cel? Chyba tylko pokazanie „patrzcie, jaki jestem fantastyczny, mam tylko 100 rzeczy i żyję”. Nie widzę w tym większego sensu; otaczam się tym, co wydaje mi się niezbędne i nie zamierzam liczyć,  ile tego jest. No i dlaczego akurat 100, a nie np. 86 czy 105? Czy taki minimalista mając 101 przedmiotów myśli  „O Boże, o Boże, mam już 101 rzeczy, i co ja teraz pocznę?”. Takie ograniczanie wydaje mi się sztuczne i naciągane i według mnie w ogóle nie służy idei minimalizmu, a raczej czemuś innemu, co w tej chwili ciężko mi określić. Może to element pracy nad sobą,  taka konkretna liczba skłania do refleksji nad tym, co ważne, nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie to po prostu nieżyciowe.

Aleksandra stwierdziła, że popiera dążenie do ideału i chęć bycia w czymś lepszym. Oczywiście, to bardzo fajna sprawa, jednak w moim dążeniu do prostego życia jako podstawa nie leży perfekcjonizm, tylko zwyczajne praktyczne podejście: mniej rzeczy = mniej sprzątania i dbania o nie = więcej czasu na to, co się lubi. Ograniczenie konsumpcjonizmu = więcej pieniędzy na przyjemności. Mniej rzeczy = więcej przestrzeni. Mniej = więcej. 

cafe

Przeczytaj także

  • Z zaciekawieniem rozglądam się po twoim blogu i bardzo mi się podoba styl, tematy wpisów i sposób pisania.
    Każdy ma swoją definicję tego, co nazywa minimalizmem. To proste. A z drugiej strony, bardzo mnie męczy czytanie w każdym artykule poświęconym temu tematowi (w gazecie, na blogach, forach itp.) o 100 rzeczach. Nie wiem, może ten przykład jest na tyle radykalny, że każdy go zapamięta, ale ja odbieram to jakby np. w artykule o katolikach pisać o eremitach, a w tym o wegetarianach pisać o tych, którzy jedzą wyłącznie surowe owoce. I tyle.
    To tak w ramach dzielenia się odczuciami i spostrzeżeniami z lektur.
    Pozdrawiam!

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa! Pozytywne reakcje na mojego bloga motywują mnie do pisania dalej, tym bardziej, jeżeli pochodzą od tak doświadczonych blogerów jak Ty, Mari.
      Czasami wydaje mi się, że wszystko o minimalizmie już zostało napisane, że nie ma w tym temacie nic do odkrycia, a z drugiej strony niektórzy traktują go tak powierzchownie, że aż chce mi się krzyczeć ;)
      Przesyłam pozdrowienia i zapraszam ponownie!

      • Brzmi jak komplement :).
        Bardzo podoba mi się Twój najnowszy post w tym klimacie można byłoby napisać o minimalizmie jako punkcie wyjścia do…

        • Punkt wyjścia do…? :) Poza tym, to ogromny komplement dla mnie, że właśnie Tobie podoba się moja pisanina. Lubię Twoje teksty, nie mówię nawet o walorach estetycznych Twojego bloga.