Minimalizm

Moja droga do minimalizmu

18/07/2013
Minimalizm to droga

Kolejny worek z ubraniami dla PCK stoi w przedpokoju i czeka na swoją podróż do kontenera. Tym razem B. poczuł to niesamowite uczucie pozbycia się czegoś, czego się nie miało na sobie już od dawna i przekazania tym, którzy ucieszą się z bluzy, koszulki czy spodni w dobrym stanie. Po reorganizacji półka wygląda jak nowa, ubrania już tak nie zalegają, nie panoszą się, nie wypadają i od razu widać, co mamy.

Moja przygoda z ogarnięciem porządku w szafie rozpoczęła się od rejestracji na stronie Stylitics. Na początku zrobiłam zdjęcia paru sukienkom, bluzkom i spódnicom, by potem po kolei dodawać kolejne części garderoby. Mam umiłowanie do wszelkiego rodzaju statystyk z „prawdziwego życia”, więc ta strona zainspirowała mnie do zmian. Kiedy liczba moich strojów sięgnęła 65 zaczęłam być przerażona, bo jeszcze tyle ubrań do skatalogowania przede mną! Po 4 miesiącach zapisywania noszonych dzień w dzień strojów okazało się, że większości ubrań nie miałam od tamtej pory na sobie. Do tego lektura niesamowitych blogów o minimalizmie (o nich w następnej notce) i musiałam, no musiałam coś z tym zrobić. Część strojów przekazałam bratanicy, siostrzenicy i siostrze (dla niej, wiadomo, golfy), część zasiliła wspomniany już kontener na ulicy PCK (pracownice zapewniły mnie, że w każdy piątek ubrania dobrej jakości przekazywane są potrzebującym, reszta rzeczywiście ląduje w firmie zajmującej się przeróbką tekstyliów). Najtrudniej było z butami. Buty to moja miłość – zaraz po B. Jednak po co w szafie, szafce, pod łóżkiem mają zalegać buty nienoszone, niewygodne, nieodpowiednie już do wieku i pracy? Reklamówki z butami zniknęły spod śmietnika po 15 minutach. Cieszę się, że ktoś skorzystał, bo – wstyd się przyznać – dwie pary były nigdy nie noszone… Fakt, mogłam sprzedać, ale aukcje internetowe czy poszukiwania wśród przyjaciółek trwają, a ja chciałam ten proces oczyszczania wprowadzić w życie dopóki byłam zmotywowana.

Wszystkie poradniki minimalizmu nawołują, by nie popadać w skrajności podczas procesu oczyszczania. Mam skłonności do przesady, to prawda, dlatego nie rzucam się na wszystkie szafy po kolei, ale robię sobie parę dni przerwy rozkoszując się wolnymi półkami w szafie w salonie, pustymi organizerami na dokumenty (5 przekażę mamie), pustymi pudłami z Ikei, ogólnym porządkiem i… spokojem.

W procesie oczyszczania świata wokół siebie każdy ma inną motywację. Moją, oprócz chęci uproszczenia życia, jest przygotowanie naszego małego mieszkanka na małego lokatora J Wprawdzie tenże lokator jeszcze na razie w planach, ale żeby oszczędzić mu stresów za reorganizację przestrzeni musimy zabrać się dużo wcześniej. Oczyma wyobraźni widzę łóżeczko w miejscu obecnej szafy, która – mam nadzieję – już niedługo stanie się zbędna…

Przeczytaj także

  • Czytam :)

  • haha i ja cofnęłam się w czasie, chcę wiedzieć od czego zaczłaś, bo bardzo mnie inspirujesz

  • Justyna S-k

    Twojego bloga odkryłam już jakiś czas temu i podczytuję się regularnie. Między innymi dzięki Twojemu blogowi uporałam się z bałaganem zalegającym w schowku nad schodami. Wyrzuciłam 7 worków 120 litrowych, osobno szkło (słoiki, morze słoików), osobno papiery (stare notatki jeszcze ze studiów), osobno plastiki (nawet nie wiem co to było…
    Teraz postanowiłam zabawić się w archeologa i dotarłam do Twojej pierwszej notki i czytam :) Od początku wszystko czytam.

    • Jee, Justyna, gratuluję ogarniętego bałaganu. Mam nadzieję, że „zabawa w archeologa” przyniesie Ci kolejne inspiracje do działania :)